Podróże MM

sobota, 7 września 2019

Blue Grotto - malownicze wybrzeże Malty

Przed nami ostatni dzień na Malcie. Wstaliśmy nieco wcześniej żeby zjeść śniadanie, wypić kawę, spakować bagaże i opuścić nasze mieszkanie. W planach mieliśmy podróż na południowe wybrzeże do dwóch popularnych miejsc na wyspie, a po południu chcieliśmy znaleźć jakieś spokojne miejsce, żeby powylegiwać się w kwietniowym, maltańskim słońcu. Udaliśmy się więc do Valletty, skąd odjeżdżał nasz autobus. Pierwszy przystanek - Blue Grotto!


Wyruszyliśmy z Valletty i po około 45 minutach drogi dotarliśmy do miejscowości Iż-Żurrieq. Choć do Blue Grotto jeździ ponoć autobus, to jego rozkład jazdy wyglądał na tyle zniechęcająco, że postanowiliśmy iść na wybrzeże pieszo. Do pokonania mieliśmy jakieś 3 km. Nie zwlekając zbyt długo ruszyliśmy wgłąb ciasnych ulic otoczonych charakterystyczną, maltańską zabudową. Myślę, że turyści sporo tracą, mijając obojętnie takie miasta w drodze do tych najpopularniejszych atrakcji. My mieliśmy naprawdę dużo satysfakcji z podglądania tych - z pozoru - zwyczajnych miejsc i dyskretnego obserwowania, jak wygląda codzienność tubylców. 


Wydostaliśmy się na peryferia miasta, gdzie otoczyły nas zielone wzgórza. Niebo znów pokrył saharyjski pył, niesiony przez południowy wiatr. Temperatura przekraczała 20'C, więc było bardzo przyjemnie, choć wędrówka z ciężkimi plecakami i ukształtowanie terenu sprawiały, że nasze nogi trochę dostały po kościach. Mimo wszystko bardzo fajnie nam się szło. Jako, że Malta ma bardzo niewielką powierzchnię, tamtejsze miasta znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie, a drogi w większości przypadków otoczone są infrastrukturą. Tutaj pośród pól uprawnych znajdowały się pojedyncze gospodarstwa, a krajobraz kształtowały zielone pagórki, więc spacer w kierunku morza był dla nas wyjątkowo przyjemną odskocznią od miejskiego zgiełku. 


Dotarliśmy na miejsce. Co prawda słynnej formacji skalnej i rozbijających się o nią fal jeszcze nie widać, ale są za to samochody, autokary, skąpo ubrane kobiety w kapeluszach, panowie w klapkach, no i fotografujący wszystko naokoło Azjaci. No i my, niespecjalnie wyróżniający się na tle innych turystów. Nie mieliśmy wygórowanych oczekiwań. Trochę już widzieliśmy świata i przyzwyczailiśmy się do tego, że większość wyróżniających się miejsc jest skomercjalizowana przez turystykę. 

Równym chodnikiem ogrodzonym murkiem dotarliśmy do miejsca, z którego rozciąga się widok na Błękitną Grotę. Taħt il-Ħnejja, lub po prostu Blue Grotto, to okazała jaskinia, mierząca 90 metrów długości. Można tam popłynąć jednym z wycieczkowych statków, ale w naszym przypadku po pierwsze, na wybrzeżu hulał sztorm, a po drugie, nie byliśmy szczególnie zainteresowani, tym bardziej, że według wielu usłyszanych opinii atrakcja ta jest mocno przereklamowana. Nie mogę tego jednak powiedzieć o samych skałach, które tworzą malowniczy i naprawdę urzekający krajobraz. Niestety nie ma tu miejsca, żeby się odłączyć od grup turystów, posiedzieć sobie w spokoju i popatrzeć na wzburzone, turkusowe morze. Dlatego też porobiliśmy zdjęcia, popatrzyliśmy chwilę i postanowiliśmy ruszać dalej, żeby zrobić miejsce dla innych. 

Na podziwianie uroków Blue Grotto nie trzeba wiele czasu. W naszym przypadku było to 45 minut jazdy w jedną stronę, potem godzina marszu i jakieś 15 minut na miejscu. Mimo wszystko warto było tu przyjechać dla tego widoku. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz