Podróże MM

niedziela, 4 sierpnia 2019

Valletta - kościół, rycerze i drewniane balkony

Samolot zaczął zniżanie, zanurzając się w chmurach. Po chwili naszym oczom ukazała się niespokojna tafla Morza Śródziemnego. Wiało. Mocno. Nadlecieliśmy na wybrzeże, a ja zacząłem się zastanawiać, czy pilot w ogóle odważy się posadzić samolot przy takim wietrze. A co, jeśli nie? W końcu na Malcie jest tylko jedno lotnisko. Maszyna zaczęła się gwałtownie przechylać, a od ziemi dzieliło nas już naprawdę niewiele. Poczułem szarpnięcie, jakbyśmy w przeciągu jednej sekundy obniżyli pułap o kilka metrów. Pod nami pojawił się pas. Znów skrzydło mocno się przechyliło, jakbyśmy zaraz mieli zaryć w asfalt. Czekałem na charakterystyczne szarpnięcie towarzyszące uziemieniu. I doczekałem się. Usiedliśmy jakby bokiem, ale ostatecznie udało się bezpiecznie wylądować. Jak to jest, że im dłużej latam, tym bardziej się boję...? 



Malta - 34. odwiedzony przez nas kraj. Wyspa ma powierzchnię 316 km², czyli prawie taką samą jak cały Kraków. Mieszka tu 475 tys. ludzi, co stanowi około 62% populacji stolicy Małopolski. Łatwo się tu wszędzie dogadać, bo angielski - obok maltańskiego - jest językiem urzędowym. Wynika to z faktu, że Malta przez lata była kolonią brytyjską. Częściową autonomię uzyskała dopiero w 1947 roku, a w 1964 r. - niepodległość. Ponadto, na wyspie panuje ruch lewostronny, co także jest bezpośrednim skutkiem brytyjskich wpływów. 


  • TRANSPORT PUBLICZNY NA MALCIE

Prosto z lotniska udaliśmy się na autobus do Valletty. Praktycznie po całej wyspie jeżdżą autobusy transportu publicznego. Najzwyklejszy bilet kosztuje 2€ i upoważnia do podróżowania komunikacją miejską do 2 godzin z możliwością przesiadki. Dostępne są także inne opcje takie jak bilet 7-dniowy (21€ normalny / 15€ ulgowy) czy na 12 przejazdów (15€). My opłacaliśmy każdy przejazd w autobusie u kierowcy. Do niedawna, a mianowicie do 2011 roku, po maltańskich drogach podróżowało się kultowymi pojazdami przypominającymi swym wyglądem kubańskie auta. Niestety dla turystów i na szczęście dla miejscowych, transport publiczny na wyspie przejęła firma Arriva, która całkowicie zmodernizowała flotę i takim oto sposobem po wyspie kursują dziś wyłącznie nowoczesne, klimatyzowane autobusy. 

Mimo zmian na przestrzeni ostatnich lat, komunikacja miejska na Malcie wciąż ma wiele wad:
- Nie ważne, czy chcesz podjechać jeden przystanek, czy jechać na drugi koniec wyspy, bilet i tak kosztuje 2€. Przez to krótkie przejazdy są mało opłacalne.
- Niektóre autobusy są bardzo małe. Wsiada się wyłącznie przednimi drzwiami, a w pojazdach zazwyczaj panuje ścisk. 
- Kierowca busa nie zatrzymuje się na przystankach, jeśli pojazd jest przepełniony. Przejeżdża sobie obok jakby nigdy nic.
- Nikt się tu nie przejmuje rozkładami jazdy. Kurs może być opóźniony np. dlatego, że kierowca poszedł po kawę. 
- Kto pierwszy ten lepszy. Jeśli wybieracie się w dłuższą podróż i nie uda Wam się szybko wsiąść, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że będziecie jechać na stojąco. 
- Jeśli nie zasygnalizujecie wyraźnie kierowcy, że chcecie wsiąść, może się zdarzyć tak, że autobus minie przystanek i pojedzie w siną dal. 

Na koniec podrzucam jeszcze mapkęhttps://www.publictransport.com.mt/en/route-map



  • NOCLEG

Dotarliśmy w okolice Valletty i przesiedliśmy się na busa, który jechał do miejscowości Gżira, gdzie mieliśmy zaklepane noclegi. Weźcie poprawkę na to, że tutejsze zespoły miejskie łączą się ze sobą tworząc coś na kształt aglomeracji. Wynajęliśmy sobie pokój na Airbnb za 145 zł / noc. Warunki były typowo backpackerskie, więc jeśli szukacie czegoś taniego niedaleko Valletty to mogę polecić. Mieszkaliśmy z trójką studentów z Kolumbii w jednym mieszkaniu. Mieliśmy jednak do dyspozycji prywatną łazienkę, więc w sumie za te pieniądze całkiem spoko.

Tradycyjnie przypominam, że jeśli założycie konto na Airbnb z naszego polecenia, otrzymacie rabat na pierwszą rezerwację :)

 

  • IDZIEMY POZWIEDZAĆ VALLETTĘ

Od Valletty dzieliło nas 3,5 km, więc postanowiliśmy ten dystans pokonać pieszo i przy okazji poznać lepiej okolicę. Pogoda nas nie rozpieszczała. Znów wiał bardzo silny wiatr, który na domiar złego pokrył niebo grubą warstwą saharyjskiego pyłu. Trochę szkoda, bo w kwietniu spodziewaliśmy się tutaj pięknego słońca i temperatur przekraczających 20'C - w końcu Valletta to najsłoneczniejsze miasto w całej Europie. Faktycznie, było ciepło, ale silny wiatr i bryza nie pozwalały nam ubrać się na krótki rękaw. 

Maltańska zabudowa sprawiała, że czuliśmy się jak w północnej Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Praktycznie każdy budynek miał ten sam odcień i był wybudowany w tym samym stylu architektonicznym z tych samych materiałów. Te starsze zabudowania charakteryzowały się specyficznymi dla Malty, zabudowanymi, kolorowymi balkonami. I nie jest to bynajmniej cecha wyłącznie miejsc turystycznych. Cały kraj jest niezwykle spójny architektonicznie, a wspomniane balkony są nieodłącznym elementem co drugiego maltańskiego domu. 


Dotarliśmy do mariny, idąc ulicą ix-Xatt Ta'Xbiex. Cóż, mimo, że angielski jest tu językiem urzędowym, tutejsze nazwy ulic zapisane są w języku maltańskim, czyli swoistą sycylijsko-arabską mieszanką. Tu, w Msidzie, natknęliśmy się na barokowy kościół św. Józefa, datowany na 1889 rok. Zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej spacerowym krokiem, by ostatecznie dotrzeć do stolicy - Valletty. 


Valletta to najdalej wysunięta na południe stolica Europy. Jej powierzchnia to zaledwie 0.8 km², więc całe miasto można przejść pieszo wzdłuż i wszerz w godzinę. Nazwa Valletta pochodzi od nazwiska założyciela Zakonu św. Jana, Jeana Parisot de la Valette. To z jego inicjatywy rozpoczęto budowę ufortyfikowanego miasta na północnym wybrzeżu, a później przeniesiono tu stolicę z leżącej wewnątrz wyspy Mdiny. Stolica Malty nazywana jest często muzeum pod gołym niebem, a to za sprawą faktu, że jest to jeden z najbardziej zagęszczonych obszarów zabytkowych na świecie. Większość z nich stanowią barokowe kościoły, forty i tzw. zajazdy, czyli miejsca, w których mieszkali rycerze zakonni kawalerów maltańskich. 



  • MALTAŃSKIE BALKONY

Charakterystyczne, drewniane balkony to nieodłączny element maltańskiej architektury. Trudno ich nie dostrzec, bo znajdują się wszędzie wokół, nie tylko w zabytkowych dzielnicach. Większość "werand" pomalowana jest na przeróżne kolory, co przy gęstej zabudowie sprawia, że tutejsze ulice są naprawdę wyjątkowe. Farba jest też świetnym impregnatem, bo jak wiadomo, drewno jest bardzo podatne na działanie słońca i wody. 

Dawniej balkony świadczyły o statusie społecznym i religijności, bowiem mieszkańcy wyspy przywiązywali dużą wagę do dekoracji i zdobień. Moda na charakterystyczną zabudowę przywędrowała tu w połowie XVIII wieku i szybko się rozpowszechniła, częściowo za sprawą budowy okazałych, drewnianych "werand" w fasadzie Pałacu Wielkiego Mistrza. Kluczowy wpływ należy jednak przypisać kulturze arabskiej, jako że prototypem maltańskiego balkonu (La Maltijja) jest marokańskie "miejsce widokowe" - Muxrabija. 



  • KOŚCIÓŁ I RELIGIA

Religia stanowi nieodłączny element kultury maltańskiej. Nic dziwnego, bo 97% mieszkańców wyspy to chrześcijanie. I bynajmniej nie są to puste statystyki, bo według danych archidiecezji maltańskiej 40% mieszkańców wyspy regularnie uczestniczy w coniedzielnej mszy świętej. O wyjątkowej religijności Malty świadczy także fakt, że na 1 km² powierzchni przypada co najmniej jeden kościół.

Według Biblii na tutejszych wybrzeżach rozbił się okręt, którym podróżował św. Paweł. Apostoł mieszkał na wyspie 3 miesiące, poświęcając się uzdrawianiu chorych. Jednym z nich był Publiusz, rzymski gubernator, który niedługo później został pierwszym biskupem Malty.

Od połowy XVI do końca XVIII wieku wyspa pod panowaniem Rycerzy Maltańskich cieszyła się specjalnymi względami papieża, z racji tego, że Wielki Mistrz zakonu posiadał status księcia kościoła. Z czasem jednak doszło to inwazji wojsk Napoleona, które doprowadziły do upadku rządów zakonników. Z początku wizyta Francuzów na Malcie była pozytywnie odbierana przez mieszkańców, jednak miejscowa ludność sprzeciwiła się najeźdźcom, gdy ci zaczęli okradać katolickie świątynie. Wtem Maltańczycy zwrócili się o pomoc do Brytyjczyków, co w kolejnych latach skutkować będzie włączeniem państwa do Imperium.

Dziś konstytucja Malty zapewnia wolność wyznania, ale też ustanawia katolicyzm jako religię państwową. Tym samym religia jest w szkołach częścią programu nauczania, a uczelnie katolickie są dofinansowywane przez państwo. Na mocy tutejszego prawa, znieważenie katolicyzmu lub jego wyznawców podlega karze od 1 do 6 miesięcy więzienia. Co ciekawe, dopiero 28 maja 2011 roku na Malcie zalegalizowano...rozwody. Aborcja jest tu nielegalna, bez względu na okoliczności.

Choć Malta otwarcie mówi o swoim przywiązaniu do tradycji chrześcijańskich, to kraj też otwarcie deklarował gotowość do przyjęcia imigrantów, którzy przybywają do Europy w poszukiwaniu lepszych warunków życia. I faktycznie, na wyspę przybyło wielu mieszkańców północnej Afryki, którzy dziś stanowią część maltańskiej społeczności. Ciekawostką jest jednak fakt, że na terenie kraju znajduje się obecnie tylko jeden meczet oraz jedna muzułmańska szkoła podstawowa. 



  • ZAKON RYCERZY MALTAŃSKICH

Podczas pobytu na Malcie niewątpliwie nie raz natkniecie się na motyw rycerzy odzianych w lśniące zbroje i długie, majestatyczne płaszcze. Nic dziwnego, bo obok wspomnianych balkonów i religii, rycerze stanowią nieodłączny element tutejszej kultury, stając się tym samym jej symbolem. 

Wszystko za sprawą Zakonu Maltańskiego (pełna nazwa: Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty), który powstał jeszcze przez I wyprawą krzyżową (1096-1099). Joannici - podobnie jak templariusze - przyjmowali w swe szeregi wszystkich szlachetnie urodzonych rycerzy katolickich, bez względu na ich narodowość. Rycerze latami strzegli Królestwa Jerozolimskiego, w którym wznosili potężne warownie i zamki. Gdy zakonnicy utracili ziemie na terenach Palestyny, osiedlili się początkowo na Cyprze, potem na Rodos, a ostatecznie na Malcie (1530 r.). I to właśnie tu powstało świetnie zorganizowane państwo zakonne. W 1566 roku rozpoczęto budowę miasta na północnym wybrzeżu wyspy, które wkrótce miało stać się nową stolicą. Tak właśnie powstała Valletta, którą nazwano na cześć wielkiego mistrza Jeana de la Valette, o czym wspominałem już wcześniej. 

Zakon Maltański utracił władzę nad wyspą wskutek wojen napoleońskich w Europie, a ostatecznie w 1814 roku na mocy traktatu paryskiego Joannici uznali włączenie państwa do Imperium Brytyjskiego.

Mimo to zakon istnieje do dziś, zrzeszając tym samym około 10 tys. członków, w tym 160 Polaków. Jest też oficjalnie uznawany przez rządy 103 państw na świecie, zyskując status oficjalnego obserwatora przy ONZ. Joannici posiadają dwie nieruchomości w Rzymie i jedną na Malcie, zachowując status eksterytorialności. Tym samym Zakon Maltański uznawany jest przez szereg państw za suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, który bierze czynny udział w życiu dyplomatycznym. Co ciekawe, przy ul. Jazgarzewskiej w Warszawie Zakon Maltański posiada swoją ambasadę. 



  • NAJPIĘKNIEJSZE MIASTO W EUROPIE

Zapewne tutejsze świątynie i muzealne ekspozycje poświęcone historii słynnych rycerzy maltańskich są bardzo interesujące, ale my mieliśmy inne plany na nasz pobyt w Valletcie. Tak jak w przypadku Aten tak i na Malcie ogarnęło nas lenistwo. Nie chciało nam się chodzić z miejsca w miejsce i odhaczać kolejnych punktów "must see". Dlatego postanowiliśmy po prostu powłóczyć się bez celu po Valletcie. I to była dobra decyzja. Mój Lumix dostał tamtego dnia naprawdę porządny wycisk, bo tutejsze ulice co krok zmuszały mnie do sięgnięcia po aparat. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie oddadzą w całości uroku tego miejsca, ale chciałbym w jakimś stopniu podeprzeć subiektywną tezę, że Valletta to najpiękniejsze miasto w Europie. 




1 komentarz:

  1. Jak patrzy się na takie zdjęcia, to człowiek natychmiast chce się pakować i wyruszać w podróż :) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń