Podróże MM

czwartek, 20 czerwca 2019

Timna Park, czyli autem po pustyni

Chyba każdy, kto ląduje w południowym Izraelu, prędzej czy później wpisze w wyszukiwarce pytanie: "Co warto zobaczyć w Ejlat i okolicy". Oczywiście, można spakować namiot w duży, turystyczny plecak i jechać na dziko, pokonując pieszo piaszczyste wzgórza Pustyni Negew podczas kilkudniowego marszu. Jeśli jednak nie czujecie się na siłach, by przetrwać dłużej niż dobę w tak ekstremalnych warunkach, to polecam lżejszy wariant. Dlaczego na przykład nie pojechać na pustynię autem?  



No ok, ale co, jeżeli nie mamy prawa jazdy, karty kredytowej, albo koszty wynajmu samochodu przekraczają nasz budżet? Tutaj z pomocą przychodzi nam internet i najzwyklejsza, ludzka życzliwość!

Napisałem na kilku facebookowych grupach podróżniczych zapytanie, czy ktoś wybiera się do parku Timna, chciałby zabrać ze sobą parę sympatycznych studentów i podzielić koszty paliwa i wynajmu auta. Zanim opublikowałem swój post, przeglądałem poprzednie wpisy i tym sposobem wpadłem na Agnieszkę, która sama wyszła z inicjatywą i zapytała, czy ktoś nie chciałby dołączyć do niej i jej narzeczonego. Napisałem wiadomość i voila!

Spotkaliśmy się w wypożyczalni, Sebastian (partner Agnieszki) podpisał papiery, dostaliśmy kluczyki do Peugeota i mogliśmy ruszać w drogę. Formalności trwały naprawdę krótko. Pierwszy raz byliśmy przy wynajmie auta i szczerze przyznam, że byłem zaskoczony, jakie to wszystko proste. Jest to chyba jedyna sensowna opcja, jeśli wybieracie się do parku Timna. Nie doszukałem się żadnej informacji o jakimś publicznym transporcie w tamte okolice. Są jacyś prywatni przewoźnicy, albo nawet zorganizowane wycieczki, ale program zwiedzania jest bardzo ograniczony - coś na zasadzie "wysiądź, zrób zdjęcie i jedziemy dalej". No i koszty są niemałe. Autostop? Do samego parku pewnie bez większych problemów, tylko co dalej? Dolina Timna to ogromny obszar, którego nie da się w satysfakcjonującym stopniu zwiedzić pieszo ani rowerem (te można wypożyczyć na miejscu), a ruch w samym parku jest bardzo znikomy. Nie ma więc wątpliwości, że wypożyczenie samochodu choćby na jeden dzień to bardzo dobry plan!

Po około 20 minutach jazdy dotarliśmy do bramy głównej Parku Timna. Bilety wstępu do najtańszych nie należą (49 NIS normalny, 39 NIS ulgowy), ale nie musieliśmy długo czekać, by przekonać się, że było warto. Gdy tylko ruszyliśmy wgłąb parku, otoczył nas przepiękny, surowy krajobraz pustyni.


Dolina Timna to ogromny obszar, na którym można zobaczyć niezwykłe formacje skalne. Generalnie w pobliżu wszystkich najciekawszych punktów w Dolinie Timna znajduje się parking. Infrastruktura turystyczna jest tu dość mocno widoczna, np. w postaci sztucznego oświetlenia, koszy na śmieci czy tablic informacyjnych. Jest tu jednak wiele dobrze oznaczonych tras trekkingowych, dzięki którym można uciec od innych turystów i doświadczać przygody po swojemu. Długość przejścia poszczególnych odcinków według mapy to od 1 do 5 godzin. Warto mieć na uwadze, że poza sezonem wakacyjnym Park Timna otwarty jest w godzinach 8:00 - 16:00 (w piątki do 15:00), zaś w lipcu i sierpniu od 8:00 - 13:00.


My zwiedzanie doliny rozpoczęliśmy od głównej drogi, mijając po prawej stronie Spiralne Wzgórze (Spiral Hill). Jest to rzucająca się w oczy formacja skalna, która swoim wyglądem przypomina skorupę ślimaka lub - jak wskazuje nazwa - spiralę. Jak pisze przewodnik, jest to jeden z przykładów naturalnej rzeźby terenu, która zawdzięcza swój kształt ścierającym się siłom natury, działającym z różną intensywnością na różne warstwy skał.


Pierwszy raz zatrzymaliśmy się na dłużej przy Grzybie (The Mushroom). Ta skała swoją formę zawdzięcza erozji niższych warstw piaskowca. Ten punkt na mapie Parku Timna jest szczególnie oblegany przez turystów, więc miejsce jest trochę "zadeptane". Nie zmienia to jednak faktu, że odległości między poszczególnymi atrakcjami są na tyle duże, że nie odczuwaliśmy specjalnie obecności innych zwiedzających - no, może oprócz wspomnianego Grzyba i jeszcze nie-wspomnianych Arches, gdzie faktycznie kręciło się sporo osób.


Spod skalnego Grzyba odbiliśmy w prawo, kierując się na północ do The Chariots, gdzie można podziwiać zachowane starożytne petroglify z okresu XIV-XII w. p.n.e.(!). Wyryte w piaskowcu rysunki przedstawiają sceny z życia ludzi i zwierząt w czasach antycznych.


W okolicach The Chariots postanowiliśmy zostawić nasze autko przy drodze i wyruszyć na szlak oznaczony na mapie jako "Kopalne drzewa i talerze". Wybraliśmy dość krótką trasę oznaczoną czarnym kolorem. Ponad 6000 lat temu znajdowały się tutaj kopalnie, w których pozyskiwano miedź, co zapoczątkowało cywilizacyjną rewolucję. Przejście całego odcinka zajęło nam wolnym krokiem ok. 2 godzin.


Następny przystanek: Łuki skalne (The Arches), czyli znajdujące się w zachodniej części doliny łuki z piaskowca, które swój kształt zawdzięczają siłom natury, oddziałującym na pęknięcia, szczeliny i słabe punkty w skałach. Dojście z parkingu nie jest wymagające, ale już samo wdrapanie się do "dziury" wymaga użycia sztucznych ułatwień w postaci klamer.


Spod skalnych łuków ruszyliśmy naszym szarym Peugeotem na południe, do - moim zdaniem - najciekawszego miejsca w Dolinie Timna. Filary Salomona (Salomon Pillars) to pionowo opadające kamienne słupy, powstałe wskutek erozji skał wzdłuż pęknięć w czerwonym piaskowcu. Warto pokręcić się w okolicy i wdrapać nieco wyżej, bo widoki są naprawdę piękne. Ponadto, nieopodal znajduje się świątynia bogini Hathor z egipskim kamieniem przedstawiającym Ramzesa III.


Nasza wycieczka zakończyła się w oazie, gdzie zdecydowaliśmy się na dłuższy odpoczynek. W okolicy jeziora wybudowano niewielki kompleks, mieszczący sklep z pamiątkami i restaurację. Ponadto, bilet wstępu do całego Parku Timna upoważnia do odebrania jednej buteleczki na kolorowy piasek, który można sobie nabrać w takim jakby...korycie. Nic specjalnego, ale... za darmo! :)


Opuściliśmy Dolinę Timna i wróciliśmy do Ejlat. Mieliśmy jeszcze dużo czasu, więc postanowiliśmy wybrać się na pewną górkę, którą Agnieszka wygrzebała u kogoś na Pinterest'cie jako świetny punkt widokowy [29°35'04.8"N 34°52'50.0"E]. I to był strzał w dziesiątkę! Widoki ze wzgórza na Morze Czerwone, Ejlat i izraelsko-egipskie pogranicze zapierały dech w piersiach. Co ciekawe, oprócz naszej czwórki nie było tam nikogo, więc mieliśmy całą górę tylko dla siebie. Spędziliśmy tu sporo czasu, robiąc zdjęcia, rozmawiając na przeróżne tematy i zajadając suchy prowiant. Ale co ja będę gadał, czas na foty:


Choć samochód wypożyczony był na całą dobę, to zdecydowaliśmy się oddać go jeszcze tego samego dnia, żeby nie musieć zrywać się rano następnego dnia. Ostateczny koszt wynajmu auta na dobę i uzupełnienie do pełna baku wyniósł... 200 zł, co daje po 50 zł od osoby. Odstawiliśmy naszego Peugeota, a gdy już się ściemniło, poszliśmy wszyscy do Shawarma Pilpel na przepyszne falafele, a dzień zwieńczyliśmy kulturalnym piwkiem na plaży. Agnieszka i Sebastian okazali się przesympatyczną parą, z którą spędziliśmy bardzo miło czas. Przeszło nam wcześniej przez myśl, że jesteśmy poniekąd skazani na towarzystwo nieznanych nam wcześniej ludzi, ale ostatecznie żałowaliśmy, że nie spędziliśmy razem więcej czasu. Choć Agnieszka i Sebastian zostawali w Izraelu na dłużej, to my następnego dnia mieliśmy już samolot powrotny do Polski. Poznawanie ludzi w podróży jest naprawdę super! Nie bójcie się więc łapać stopa czy łączyć w grupki na facebookowych grupach. Możecie nie tylko zaoszczędzić trochę pieniędzy na wynajmie auta czy wzięciu taksówki z lotniska, ale przede wszystkim poznać świetnych ludzi, którzy umilą Wam wspomnienia. Ba, w naszym przypadku pojawił się nawet temat kolejnej wspólnej wycieczki - autem po Islandii :) 

A wracając do Doliny Timna - to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widziałem. Warto, naprawdę warto zobaczyć to na własne oczy. Mam nadzieję, że po lekturze tego posta nie muszę Was do tego specjalnie przekonywać :)

Mat. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz