Podróże MM

środa, 23 stycznia 2019

Budva - stare miasto i morze

To będzie bardzo krótki post. Wręcz leniwy, powiedziałbym. Ale jaki inny miałby być, skoro i nasz pobyt w Budvie był leniwy. Choć podczas pobytu w Kotorze wskakiwaliśmy do zatoki z tarasu przed naszym domem, ale jednak brakowało nam trochę plaży. Takowych niestety w okolicy nie było. Dlatego też pewnego dnia postanowiliśmy wsiąść w autobus i pojechać do oddalonej o 23 km Budvy. 



Udaliśmy się na obskurny dworzec w Kotorze, kupiliśmy bilety i po chwili siedzieliśmy już w autobusie. Niestety nie odjechaliśmy zgodnie z rozkładem jazdy, bo kierowca czekał, aż zbierze się więcej ludzi.  Ze sporym poślizgiem opuściliśmy Kotor i po krótkiej podróży (ok. 40 min) dotarliśmy do celu. Budva to miasto niewielkie, dlatego też z dworca autobusowego udaliśmy się pieszo w kierunku Starego Miasta (Stari Grad). Po drodze zrobiliśmy małe zakupy w markecie u Szwagra Forfitera (sieć sklepów Franca, polecam!).


Dotarliśmy na wybrzeże, gdzie przycumowane były jachty. Naszym oczom ukazało się piękne, czarnogórskie wybrzeże, ze skalistymi wysepkami i krystalicznie czystą wodą, odbijająca promienie słońca. Wszędzie wokół panowała atmosfera wypoczynku - sklepiki z pamiątkami, tandetne gadżety, budki z lodami, rozebrane kobiety (faceci chyba też byli, ale nie jestem pewien :)).

No ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy po dotarciu do nowego miejsca nie poszli najpierw pozwiedzać. Udaliśmy się więc na spacer po tej zabytkowej części miasta, otoczonej XV-wiecznymi murami. W samym jej sercu znajduje się konkatedra św. Jana Chrzciciela, której początki sięgają VIII wieku. Kościół był przez kolejne stulecia wielokrotnie rozbudowywany, a obecną formę uzyskał w 1867 roku, kiedy to dobudowano neogotycką dzwonnicę.


W Starim Gradzie są jeszcze inne zabytkowe budynki, ale... Szczerze mówiąc zabytkowa część Budvy specjalnie nas nie urzekła. Może dlatego, że jest tu ciasno i tłoczno, a może po prostu po kilku dniach spędzonych w bajkowym Kotorze nie ma już tego efektu "łał". Tak czy inaczej obeszliśmy całe miasteczko w kilkanaście minut. Stari Grad ma z 250 metrów długości i tyle samo szerokości, więc naprawdę trudno tu zabawić na dłużej.

Czas na plażę! My wypatrzyliśmy sobie tę przy murach Starego Miasta. Nie była ona specjalnie zatłoczona, a wynikało to prawdopodobnie z tego, że na wybrzeżu było sporo kamieni, które nieprzyjemnie wbijały się w stopy. Ręcznik rozłożyliśmy na betonie, więc o leżeniu raczej nie było mowy. Woda była krystalicznie czysta i cieplutka. Kamieniste dno bardzo szybko opadało, więc po paru krokach traciliśmy grunt pod stopami. Sam nie wiem, dlaczego nie poszliśmy na jakąś piaszczystą plażę. 

To był bardzo leniwy dzień. Bez planu, bez mapy, bez zwiedzania. Wygrzaliśmy się na słońcu i nacieszyliśmy morzem, a na sam koniec poszliśmy na kebab. Czego chcieć więcej do szczęścia?



1 komentarz:

  1. Podobno Budva jest nazywana "Małym Dubrovnikiem". Cóż, miasto może ma w sobie ten adriatycki czar, ale określanie go czymś na wzór Dubrovnika jest - moim zdaniem - mocno przesadzone. Rozumiem stosowanie tego określenia wobec Korculi, ale Budva w ogóle mi się z Dubrovnikiem nie kojarzy.

    OdpowiedzUsuń