STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

niedziela, 24 czerwca 2018

Lwów - 5 dni na Ukrainie

Na początku stycznia tego roku wybraliśmy się do Wilna. W lutym spędziliśmy tydzień w Tatrach, gdzie uzbrojeni w raki i czekany zdobyliśmy Świnicę. W marcu dostaliśmy pogodowej depresji i postanowiliśmy spontanicznie uciec do Lizbony w poszukiwaniu słońca. No i przyszedł kwiecień. Spojrzeliśmy na mapę, na której zaznaczamy odwiedzone już przez nas państwa. Byliśmy już w 27 krajach, a mimo to tuż za wschodnią granicą Polski rzucała nam się w oczy wielka, biała plama. Tak oto zdecydowaliśmy, że kwietniową podróżą będzie wyjazd na Ukrainę. 



Tak na serio to już dawno myśleliśmy o podróży do naszego sąsiada na wschodzie, ale... jakoś nie było okazji. Jesteśmy z Gdańska, więc mimo, że Lwów znajduje się tuż przy polskiej granicy, to dla nas wciąż była to spora odległość. Na szczęście z pomocą przyszły nam linie lotnicze WizzAir, które niedawno uruchomiły bezpośrednie połączenie z Trójmiasta. Bilety kosztowały nas nieco ponad 100 zł za osobę w dwie strony. Pozostało tylko zarezerwować nocleg i fru! 


NOCLEG WE LWOWIE

Standardowo skorzystaliśmy z portalu Airbnb, za pośrednictwem którego wynajęliśmy sobie apartament w samym sercu miasta. Mieszkanie było świeżo po remoncie, nowoczesne i bardzo fajnie urządzone. Mieliśmy wszystko, czego nam było trzeba. Zapłaciliśmy za 4 noclegi łącznie zaledwie 340 zł, co wydaje się niezwykle atrakcyjną ceną, biorąc pod uwagę lokalizację i standard mieszkania. Jeżeli wybieracie się do Lwowa i szukacie noclegu, to dajcie znać, a damy Wam namiary :) Osoby, które jeszcze nigdy nie korzystały z portalu Airbnb zachęcam do zarezerwowania się na pośrednictwem poniższego linku, a otrzymacie od nas 100 zł rabatu na pierwszy nocleg. 



PODRÓŻ W CZASIE

Nasz samolot wylądował na lotnisku im. Daniela Halickiego. Dostaliśmy pieczątki w paszport i tak oto Ukraina stała się 28. państwem, który odwiedziliśmy podczas naszych wspólnych podróży. Wydostaliśmy się przed terminal na przystanek, skąd odjeżdżają autobusy do miasta. Irina, właścicielka wcześniej wspomnianego mieszkania, polecała nam wezwanie Ubera. Dojazd kosztowałby nas około 14 zł, ale... niee, to nie w naszym stylu :) 

Podjechał nasz autobus. GLAMOT! - otworzyły się drzwi. Kupiliśmy u kierowcy 2 ulgowe, każdy za 1,50 hrywien, czyli po jakieś 0,20 zł. No i pojawił się problem - nie ma kasowników. No ale jak to, przecież nieskasowany bilet można schować do kieszeni i podróżować w nieskończoność - musi być jakiś sposób... Chwilę później obserwując innych pasażerów zagadka się rozwiązała. Bilet trzeba było włożyć do specjalnej maszyny i ręcznie przeciągnąć wajchę, która dziurawiła kartonik. Witamy na Ukrainie! 

Nasz autobus kichnął ciemnym jak smoła dymem i ruszył naprzód. Wjechaliśmy na przedmieścia Lwowa. Naszym oczom ukazał się niezwykły obraz, który przywrócił mi wspomnienia z dzieciństwa. Wszędzie wokół potężne, szare blokowiska. Z jednego z okien wyglądała starsza babcia w chustce. W innym rozebrany, wąsaty mężczyzna palący papierosa. Po chodniku szła kobieta w średnim wieku, odziana w staromodną sukienkę, dźwigająca zakupy w plastikowych siatkach. Mijała trzech mężczyzn ubranych w skórzane kurtki, mimo wysokiej, wiosennej temperatury. Klimatu dodawały wszechobecne, pisane cyrylicą ukraińskie napisy. Czas jakby się tam zatrzymał. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie, bo sam jako młody chłopak wychowywałem się w czasach, gdy Polska wstawała z kolan po upadku komunizmu. Mieszkałem w jednym z takich bloków, bawiłem się na trzepaku, grałem w piłkę pod garażami i zgadywałem na głos nazwy zaparkowanych samochodów. Dlatego też z lekką nostalgią wpatrywałem się w krajobraz za oknem starego autobusu. 
Nieco dalej budynki zaczęły już przypominać czasy przedwojenne, co oznaczało, że zbliżamy się do centrum Lwowa. W końcu dotarliśmy do końcowego przystanka przy Uniwersytecie Lwowskim. 


Podróż na Ukrainę to jak podróż w czasie. W mieście jest mnóstwo starych aut, które w Polsce nazwalibyśmy "klasykami". Autobusy i tramwaje również mają już swoje lata. Oprócz nich na ulicach można spotkać zatłoczone marszrutki. Jeśli chodzi o architekturę miasta, to dało się zauważyć, że przepiękne kamienice nie znajdują się wyłącznie w zabytkowym centrum, ale także w tych bardziej oddalonych dzielnicach. Oczywiście, im dalej, tym te budynki były bardziej zaniedbane, żeby nie powiedzieć, że stan niektórych był opłakany. Mieliśmy okazję przechadzać się po tych nieturystycznych dzielnicach miasta, gdzie faktycznie można było poczuć klimat powojennego Lwowa. Momentami mieliśmy trochę wrażenie, jakbyśmy znaleźli się na planie filmu. Czuliśmy na sobie spojrzenia ludzi. Wokół szaro i ponuro, na sznurkach suszyły się ubrania, a na podwórkach stały stare, kilkudziesięcioletnie samochody. To było jak odzwierciedlenie historii, której mogliśmy osobiście doświadczyć. Coś niezwykłego.


Serce starego miasta jest już bardzo zadbane. Kamienice są kolorowe i po prostu piękne. Przy brukowanych uliczkach znajdują się niezliczone knajpki i restauracje. Wszędzie dookoła kwitnie kultura. Zabytkowe centrum Lwowa to miejsce, w którym można bardzo miło spędzić czas, czy to spacerując po tamtejszych uliczkach, popijając różne trunki, czy też delektując się lokalną kuchnią. 



JEDZENIE

A jak jesteśmy przy kuchni... Szukaliśmy przed wyjazdem informacji w internecie, dotyczących tego, gdzie można dobrze i tanio zjeść we Lwowie. Na wszystkich blogach i forach powtarzały się te same nazwy: Restauracja Baczewskich, Mięso i Sprawiedliwość, Loża Masońska, Dom Legend, Gazowa Lampa... no ale... to nie nasze klimaty. Już nawet nie chodzi o ceny. Po prostu w podróży lubimy wtopić się w tłum i jeść tam, gdzie stołują się miejscowi, a nie turyści. Postanowiliśmy więc zasięgnąć rady u właścicielki naszego mieszkania:
- Irina, polecisz nam jakąś fajną knajpę?
- Baczewscy, Mięso i Sprawiedliwość, Dom Legend...
- Nieeee, taką, w której wy jadacie. 
- Ahaaa, okej! To polecam Puzatą Chatę! 
To było to, czego szukaliśmy. Porównałbym tę... "stołówkę" do naszych polskich barów mlecznych, czytaj: pysznie i tanio. Puzata Chata to potężna hala, w której ustawione są stoły, trochę jak w stołówce. Przy wejściu znajduje się dłuuuga lada. Na początku są kompoty i surówki, dalej zupy, ryby, warzywa, różne rodzaje mięsa, ziemniaki, pierogi, czego dusza zapragnie. Stołowaliśmy się w Puzatej Chacie przez cały nasz pobyt i zauważyliśmy, że codziennie jest co innego. To świadczy tylko o tym, że jedzenie jest zawsze świeże. Gdy już skomponujemy swoje zamówienie, idziemy do kasy i płacimy za poszczególne porcje. Ceny? Obiad dla dwóch osób kosztował nas do 25 zł, a uwierzcie mi, nie żałowaliśmy sobie. Ja sam jestem na diecie, a moje dzienne zapotrzebowanie to ok. 3000 kcal i... najadałem się do pełna :) Po pierwszej wizycie w tym lokalu nie szukaliśmy już niczego innego. Polecam!



WOJNA NA UKRAINIE

Okazało się, że dla wielu osób nie jest oczywiste, czy na Ukrainie jest dziś bezpiecznie. Niektórzy wyrażali niepokój faktem, że jedziemy do kraju, w którym toczy się wojna. Szanowni Państwo... Wojna na Ukrainie dotyczy wyłącznie terenów wschodnich, czyli tzw. Donbasu. Odległość ze Lwowa do linii frontu wynosi jakieś 1200 km, czyli tyle, co z Warszawy do Amsterdamu. Nie ma więc żadnych sensownych argumentów przeciwko podróżowaniu do Lwowa, Kijowa, czy nawet Odessy. Oczywiście wycieczek na daleki wschód kraju nie polecam. 

Jak wygląda obecna sytuacja na Ukrainie? Na ulicach miasta widać wielu żołnierzy. Nie pilnują oni bynajmniej porządku, a wyjeżdżają lub wracają z frontu. Wojna domowa wciąż trwa, mimo, że polskie media znalazły sobie tematy, które generują więcej kliknięć. Sytuacja w Donbasie jest nadal bardzo napięta, choć nie dochodzi już do otwartych walk tak jak miało to miejsce do niedawna. Nie zmienia to faktu, że każdego tygodnia na froncie giną żołnierze, a w wyniku ostrzałów cierpią także cywile. W samym Lwowie nie czuć atmosfery wojny. Ludzie żyją tak samo jak my w Polsce. Dopiero w bliższych kontaktach z Ukraińcami możemy dowiedzieć się, że ktoś stracił na wojnie kogoś bliskiego, a niestety takie przypadki nie są rzadkością. 



STOSUNKI POLSKO-UKRAIŃSKIE

Czy Ukraińcy nas lubią? Myślę, że byliśmy zbyt krótko na Ukrainie, by wyrobić sobie na ten temat opinię. Lwów znajduje się praktycznie przy granicy polskiej, więc naturalnym jest, że tutejsze społeczności się znają między sobą i stosunki między nimi są dobre. Poza tym Lwów to wciąż miasto, w którym zakorzeniona jest polska kultura. Możemy tu napotkać m.in. ulicę Fredry, Konopnickiej, Kopernika, Kościuszki, Matejki, Orzeszkowej, Słowackiego, Boya-Żeleńskiego, czy plac z pomnikiem Adama Mickiewicza. 

Można dostrzec nacjonalistyczne nastroje wśród mieszkańców Lwowa. Pewnego dnia spacerując wieczorem uliczkami miasta usłyszeliśmy krzyki "Chwała wielkiej Ukrainie!". W kilku oknach widzieliśmy czerwono-czarne flagi UPA i napotkaliśmy ulicę Stefana Bandery, który swoją drogą jest honorowym obywatelem Lwowa. W sklepach panuje moda na odzież patriotyczną, na której widnieją nacjonalistyczne symbole lub motywy historyczne, nawiązujące m.in. do powstania Chmielnickiego. Jak już pisałem, nie wiem, jaki Ukraińcy mają stosunek do Polaków. My czuliśmy się we Lwowie bezpiecznie i ani razu nikt na nas krzywo nie spojrzał. Nie doszukiwałbym się w Ukraińskim nacjonalizmie wrogości wobec Polaków. Nie ulega wątpliwości, że oddawanie honorów Banderze jest z naszej perspektywy nie na miejscu, ale weźmy pod uwagę, że podobny, wrogi stosunek mają np. Litwini do Piłsudskiego czy Białorusini do Romualda Rajsa (ŻW ps. "Bury"). Cóż, polityka historyczna nigdy nie jest jednostronna. Spory i roszczenia terytorialne zawsze były, są i będą. Osobiście uważam, że oba narody już wystarczająco dużo się wycierpiały i mam głęboką nadzieję, że już nigdy Polak z Ukraińcem bić się nie będą. Amen. 


NAJCIEKAWSZE MIEJSCA WE LWOWIE 

Gdyby ktoś mnie spytał, co warto zobaczyć we Lwowie, powiedziałbym, że... nie wiem co bym powiedział. Szczerze mówiąc miasto to urzekło mnie swoim klimatem i pięknem architektury. Spędziliśmy tu 5 dni i muszę przyznać, że wspaniale nam się odpoczywało. Świetna pogoda, miłe spacery, pyszne jedzenie... Nie zmienia to jednak faktu, że odwiedziliśmy kilka miejsc, które wytyczyliśmy sobie tradycyjnie na mapach Google. Pozwólcie, że pominę ceny biletów wstępu, bo w większości przypadków było to dosłownie kilka złotych. 


Pierwszym z naszych punktów must see była Opera Lwowska. Jej gmach znajdował się dosłownie 500 m od naszego mieszkania, więc wyjątkowo często się tam przechadzaliśmy. Budowlę wzniesiono w roku 1896 w stylu eklektycznym. Jest to chyba najpopularniejszy i najchętniej fotografowany budynek w całym Lwowie. 


Wiele godzin spędziliśmy także spacerując po Lwowskim Rynku, otoczonym przepięknymi kamienicami. Nie ulega wątpliwości, że to tutaj bije serce miasta. W centralnej części znajduje się klasycystyczny ratusz. Warto wdrapać się stromymi schodami na jego 60-metrową wieżę, by spojrzeć na Lwów z góry. 


Tuż przy rynku znajduje się gotycka Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jeśli ktoś potrafi docenić kunszt architektury religijnej, to powinien tu zajrzeć, bo jest to jedna z najstarszych i najpiękniejszych świątyń we Lwowie.  Bazylikę wzniesiono na przełomie XIV i XV wieku. 


Inną świątynią wartą szczególnej uwagi jest moim zdaniem Cerkiew Przemienienia Pańskiego. Jej bogato zdobione wnętrza i połączenie złota z błękitem zrobiło na nas naprawdę spore wrażenie. Jeżeli ktoś nie obcował nigdy z prawosławnymi świątyniami, to we Lwowie jest do tego okazja. My lubimy zaglądać do kościołów, cerkwi czy meczetów. Jest to zawsze bardzo ciekawe doświadczenie.


Podczas pobytu we Lwowie czuliśmy obowiązek odwiedzenia Cmentarza Łyczakowskiego, którego częścią jest Cmentarz Orląt Lwowskich. Chodź może dziwnie to zabrzmi, to jest to najpiękniejsza nekropolia, jaką dotąd widziałem. Z początku byliśmy zniesmaczeni, gdy przy wejściu zażądano od nas opłaty za wstęp na cmentarz i fotografowanie. Nie była to wysoka suma, ale jednak... Wejściówki? To cmentarz, czy wesołe miasteczko? Szybko jednak puknąłem się w czoło, gdy zobaczyłem, ile osób pracuje na cmentarzu. Sprzątają, pielęgnują roślinność i to dzięki nim, miejsce to jest wyjątkowe. Dotyczy się to także Cmentarza Orląt Lwowskich. Wtedy zrozumiałem, że te pieniądze idą na dobry cel.
O Orlętach i o wojnie polsko-ukraińskiej nie wspomnę, bo myślę, że jest to wiedza, jaką każdy z nas powinien już posiadać. 


Prosto z Cmentarza Łyczakowskiego udaliśmy się do Gaju Szewczenki i Skansenu-Muzeum architektury wiejskiej. Na jego terenie znajdowały się różne budynki, które jakoś tu przetransportowano z różnych wsi z terytorium Ukrainy. Szczerze mówiąc to miejsce wcale nas nie urzekło. Może dlatego, że było jeszcze mało zieleni, może byliśmy już zmęczeni... W końcu cały dystans z centrum Lwowa do Cmentarza Łyczakowskiego i dalej do Gaju Szewczenki pokonaliśmy pieszo. Trochę daleko, ale lubimy robić sobie długie spacery, dzięki czemu poznajemy odwiedzane miasta także od tej nieturystycznej strony. 


Przechadzając się po Lwowie, oprócz wyżej wymienionych miejsc widzieliśmy także m.in. neorenesansowy Pałac Potockich, monumentalny gmach Uniwersytetu LwowskiegoArsenał Miejski, czy Kwartał Ormiański. Są to jednak miejsca, o których nie zamierzam się specjalnie rozpisywać, bo też nie poświęciliśmy im zbyt wiele uwagi. 



Lwów to miasto piękne samo w sobie. Nie przyjechaliśmy tu z nastawieniem na zwiedzanie, bo szczerze mówiąc nie mieliśmy ochoty na zwiedzanie muzeów czy inne atrakcje turystyczne. Chcieliśmy po prostu zmienić otoczenie, odpocząć, no i oczywiście zobaczyć Lwów. Był to wyjazd bardzo udany. Spędziliśmy 5 dni spacerując po niezwykle klimatycznych ulicach, a wieczorami odpoczywaliśmy w naszym przytulnym mieszkanku, popijając winko. Był to bardzo beztroski wyjazd. Zazwyczaj gdy wyjeżdżamy za granicę, musimy przeliczać budżet, oszczędzać i odmawiać sobie różnych przyjemności. Tutaj po prostu cieszyliśmy się wolnym czasem i pysznym jedzeniem. Ceny są bardzo niskie, dzięki czemu za niewielkie pieniądze mogliśmy odbyć bardzo wygodny i beztroski urlop. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że warto jechać na Ukrainę tylko dlatego, że jest tanio. Lwów to jedno z najpiękniejszych miast jakie dane mi było oglądać i naprawdę żal było stamtąd wyjeżdżać. Jeżeli jeszcze tam nie byliście to naprawdę polecam!

Mateusz 





3 komentarze:

  1. My we Lwowie na ubiegłoroczny sylwester znaleźliśmy apartament za 60zł/noc (z 6 łóżkami). Ostatecznie nie pojechaliśmy, ale te ceny na prawdę zachęcają. A Lwów i tak jest dość drogi ze względu na coraz większą popularność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lwów miałam okazję zwiedzać parę dobrych lat temu i wspominam to niezwykle sympatycznie. Niestety tylko obrzeża nie zrobiły pozytywnego wrażenia, były strasznie zaniedbane - może teraz jest lepiej. Centrum miasta to zupełnie co innego - jest zadbane i miło spędza się tam czas na zwiedzaniu.

    OdpowiedzUsuń