STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

sobota, 4 sierpnia 2018

Przejażdżka na słoniu w Tajlandii - gdzie, za ile i czy warto?

Sezon wakacyjny w pełni. Tajlandia to niezwykle popularny kierunek jeśli chodzi o Azję i ogólnie podróże poza Europę. Wiele osób wyjeżdża tam latem, gdy dzieci mają wakacje, a dorośli biorą urlopy. Inni decydują się wyjechać zimą, opuszczając zimną i pochmurną Polskę, by wylegiwać się na rajskich plażach Tajlandii i irytować zdjęciami znajomych, którzy zostali w kraju. Ale Tajlandia to nie tylko rajskie plaże i drinki z palemką, ale także możliwość obcowania z dzikimi zwierzętami i ten temat rozwinę w tym poście. Zachęcam do lektury!



Drogi Czytelniku! Skoro już udało mi się przyciągnąć Twoją uwagę tytułem i wstępem, kliknąłeś w ten artykuł, bo szukasz miejsc w Tajlandii, gdzie można pojeździć na słoniu albo pogłaskać tygrysa, to wiedz, że nie znajdziesz tu informacji. Powiem Ci jednak, dlaczego nie powinieneś tego robić. Zostań więc trochę dłużej, przeczytaj tekst do końca, a później zdecyduj, czy chcesz dołożyć od siebie cegiełkę do machiny napędzającej ten biznes.




  • SŁOŃ INDYJSKI
Słoń indyjski zamieszkuje tereny Azji Południowej i Południowo-wschodniej. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody uznaje ten gatunek za zagrożony wyginięciem w niedalekiej przyszłości. IUCN uzasadnia wpisanie słonia indyjskiego na listę tym, że jego populacja w okresie trzech pokoleń (60-75 lat) zmniejszyła się o połowę wskutek rozszerzonej działalności człowieka, niszczenia siedlisk i degradacji środowiska naturalnego. Niestety wiele zwierząt staje się ofiarami kłusowników, którzy zabijają zwierzęta np. dla kości i skóry. Czasem są chwytane w środowisku naturalnym, sprzedawane i wykorzystywane w przemyśle turystycznym. Słonie nie są zbyt lubiane wśród tubylców, ponieważ zdarza się, że zwierzęta niszczą uprawy i zapuszczają się na tereny zamieszkiwane przez człowieka w poszukiwaniu żywności. Tylko z tego powodu każdego roku na świecie ginie ok. 150 słoni (źródło: IUCN).

Niektóre źródła podają, że populacja słoni już dalej się nie zmniejsza, ponieważ zwierzęta te w przeważającej części zamieszkują terytoria chronione, takie jak parki narodowe. Mimo wszystko trudno w tym wypadku o hura-optymizm. Człowiek niszcząc środowisko naturalne drastycznie zmniejszył populację słonia indyjskiego, ograniczając jego siedliska do rezerwatów. Pozostała część trafiła "pod opiekę" właścicieli, którzy "udomowili" zwierzęta i wykorzystują je obecnie przemyśle turystycznym.

Podczas naszego pobytu w Tajlandii mieliśmy okazję słonie indyjskie zobaczyć. Pierwszy raz podczas trekkingu w parku narodowym Khao Yai (link do posta). Wtedy to po kilku godzinach marszu przez dżunglę usłyszeliśmy dźwięk towarzyszący przemieszczaniu się ogromnego zwierzęcia przez gąszcz tropikalnej roślinności. Słoń był bardzo blisko, lecz nie udało nam się go sfotografować. Nasz tajski przewodnik opuścił nas na krótką chwilę. Gdy wrócił, powiedział, że niedaleko znajduje się dorosły samiec. Od razu wykluczył możliwość podejścia bliżej do słonia, który broniąc terytorium najprawdopodobniej by nas zaatakował. Oddaliliśmy się więc po cichu, by nie drażnić zwierzęcia. Słoń to z natury zwierzę dzikie, które unika kontaktu z człowiekiem, lecz wystarczająco odważne, by zaatakować. Nie ulega wątpliwości, że różnica między osobnikiem zamieszkującym dżunglę a tym wykorzystywanym jako atrakcja turystyczna jest ogromna. Warto o tym pamiętać, bo nie każdy słoń pozwoli, by do siebie podejść, nie mówiąc już o bliższym kontakcie.




  • RYTUAŁ ŁAMANIA DUCHA, CZYLI PHAJAAN
Słonie stały się świetnym źródłem dochodu za sprawą branży turystycznej. Na forach o Tajlandii znaleźć można niezliczoną ilość zapytań typu "gdzie można tanio pojeździć na słoniu?". Do internetu trafiają liczne zdjęcia, które na pierwszy rzut oka nie wzbudzają zbytniej konsternacji. Mimo to wzrasta wśród turystów świadomość precedensu, który u każdego człowieka wrażliwego na cierpienie zwierząt wzbudzi niechęć.

Oprócz pytań o możliwość przejażdżki na słoniu natkniemy się także na liczne głosy osób, które namawiają do zrezygnowania z usług mahutów (poganiacz, opiekun słonia). Głównym argumentem przeciw jest słynny rytuał "łamania ducha" zwany phajaan. Na łamach czasopisma National Geographic Joanna Szreder (The Blond Travels) pisze w swym artykule

"Słonie, na których uśmiechnięci turyści odbywają przejażdżki, tresowane są praktycznie od urodzenia. Podlegają specjalnemu procesowi, zwanemu 'phajaan', który w dowolnym tłumaczeniu oznacza łamanie ducha. Małe słoniątka zabierane są od matek pomiędzy trzecim a szóstym rokiem życia, czasami wcześniej. Phajaan zaczyna się od razu i ma na celu zmuszenie słonia do posłuszeństwa. Zwierzę zamykane jest w małej drewnianej skrzyni, w której możliwość ruchu jest znacznie ograniczona. Słoń jest bity, a jego głowa i uszy – najwrażliwsze miejsca na całym ciele – kłute i przebijane metalowymi hakami".

Znaczna większość polskich i zagranicznych artykułów na temat rytuału phajaan jest zgodna. Tresura opiera się głównie na głodzeniu zwierzęcia i zadawaniu mu bólu. Tortury trwają z reguły kilka tygodniu. Po tym czasie przychodzi czas na etap psychologiczny. Do słonia przychodzi mężczyzna, który oswobadza zwierzę i daje mu jedzenie. W ten sposób człowiek zyskuje zaufanie zwierzęcia i staje się jego opiekunem, zwanym mahutem. Według rytuału phajaan od tej pory słoń staje się posłuszny, zaprzyjaźniając się z człowiekiem, który go nakarmił i rzekomo uwolnił. Nie oznacza to, że zwierze to się nie zbuntuje. Słoń ma bowiem ponadprzeciętną pośród ssaków pamięć i do końca życia nie zapomni wyrządzonych mu krzywd. Większość zwierząt podporządkowuje się woli człowieka, szczególnie, że mahuci dzierżą w dłoniach coś na wzór włóczni, która nieustannie przypomina o konieczności posłuszeństwa.

Sam rytuał phajaan dotyczy młodych słoni, które trafiły już do niewoli. Charlie Campbell w artykule opublikowanym na łamach magazynu "Time" powołując się na informacje pozyskane od organizacji TRAFFIC pisze, że wiele zwierząt wykorzystywanych w celach turystycznych w Tajlandii pochodzi z Birmy. Tam kłusownicy polują na młode osobniki w ich środowisku naturalnym. Słonie to stworzenia silnie związane emocjonalnie ze stadem, dlatego wiele dorosłych osobników ginie w obronie potomstwa. Kłusownicy zajmują się nie tylko przemytem żywych zwierząt, ale także pozyskiwaniem skóry, mięsa i kości, które są bardzo cenne na czarnym rynku. Za młodego słonia zaś mogą oczekiwać zapłaty w wysokości 30 000 amerykańskich dolarów. 

Poniżej umieszczam nagrania dla osób o mocnych nerwach. 



Pośród bardzo ofensywnych treści opisujących rytuał phajaan napotkałem także na teksty, które w pewnym stopniu ocieplają wizerunek tajskiej turystyki, krytykując niezliczone ilości artykułów za powierzchowne wyciąganie wniosków na podstawie pogłosek czy filmików w YouTube. Wypadałoby zapytać, czy faktycznie słonie nie mają w Tajlandii tak źle, a przypadki torturowania zwierząt, uwiecznione na filmach są wyjątkami? A może to powszechne praktyki, jednak nikomu nie zależy na tym, by wieści się rozeszły, więc do obiegu trafiają informacje mające za zadanie ocieplić wizerunek tajskiej branży turystycznej?

Piotr Paulo mieszkający ponad 12 lat w Tajlandii pisze w swoim artykule:

"Słonie indyjskie przeszły metamorfozę ze zwierząt całkiem dzikich do bardziej „gospodarskich”. Rozmnażają się i żyją wśród ludzi. To inny gatunek niż żyjące w buszu na wolności słonie afrykańskie. Na co dzień odwiedzamy tylko te słonie, które urodziły się w niewoli. Nie spotkałem się nigdy osobiście z przypadkami fizycznego znęcania się nad słoniami, co oczywiście nie znaczy, że tego zjawiska nie ma. Nie jest ono jednak ani znaczne ani powszechne, jak się niektórym wydaje".

Jestem w stanie uwierzyć, że turystyczny biznes rozwinął się już do tego stopnia, że nie trzeba w takiej skali jak niegdyś oswajać dzikich zwierząt, bo w większości przypadków młode rodzą się już w bezpośrednim kontakcie z człowiekiem. Mimo wszystko temat wykorzystywania słoni w przemyśle turystycznym jest bardzo wrażliwy, ponieważ tak naprawdę nie jesteśmy w stanie sprawdzić tego, jak zwierzęta były wychowywane i w jaki sposób trafiły pod opiekę człowieka. Dorosłego osobnika bardzo trudno jest oswoić, dlatego też zwierzęta te uczone są posłuszeństwa od małego. Nawet jeśli młode rodzi się w towarzystwie człowieka, szybko jest odbierane rodzicom. Już sam ten fakt wzbudza wiele kontrowersji, jako że taka rozłąka zostawia trwały ślad w psychice słoni. Samica musi bowiem pracować wożąc turystów, a młode przechodzą przez tresurę już od pierwszych lat. Nie ma więc znaczenia, czy słonie przechodzą przez wspomniany wcześniej rytuał "łamania ducha", czy uczone są posłuszeństwa w mniej drastyczny sposób. I jedno i drugie sprawia, że zwierzęta te cierpią.




  • CZY JEŻDŻENIE NA SŁONIU JEST ETYCZNE?
Jeżeli przyjmiemy, że rytuał łamania ducha phajaan jest bezpodstawnie rozpowszechnianą plotką, a zdecydowanej większości słoni wcale nie trzeba oswajać za pomocą tak drastycznych środków, pojawi się pytanie o to, czy korzystanie z usług mahutów jest moralne z etycznego punktu widzenia?

Przechadzając się pośród ruin dawnej stolicy Syjamu, Ayutthayi, natknęliśmy się na ośrodek o nazwie Elephant Palace Ayutthaya. Zwierzęta stały ściśnięte w boksach. Niektóre były przywiązane łańcuchami za nogi. Wszystkie dźwigały na plecach metalowe konstrukcje, w których odpoczywali sobie poganiacze, czyli tzw. mahuci.  Nikt nie zdejmował słoniom ciężkich siedzisk z grzbietów, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy pojawią się rozentuzjazmowani turyści, skłonni zapłacić za usługę. Sami mahuci zaś nie wpadli na pomysł, by odciążyć zwierzęta w trakcie odpoczynku. Siedzieli sobie zaś na grzbietach słoni w cieniu parasola i czekali na swoją kolej, by ruszyć na przejażdżkę po mieście.



Dlaczego tak bardzo zwracam na to uwagę? Choć słoń to potężne zwierzę o grubej skórze, to jego kręgosłup wcale nie jest taki wytrzymały, jak mogłoby nam się z pozoru wydawać. Zwierzęta te są wyjątkowo wrażliwe na ból i nie nadają się do dźwigania ciężarów na kręgosłupie, który jest bardzo podatny na złamania. Natura ewidentnie nie przystosowała słoni indyjskich do noszenia czegokolwiek na grzbiecie. Na szkielecie dorosłego samca można zaobserwować uwypuklone kręgi, które nie są w żaden sposób wzmocnione, przez co pękają pod większym naciskiem (patrz: zdjęcie niżej). Szacuje się, że słoń może udźwignąć na plecach masę do 150 kg. Nie sądzę, że w tym przedziale zmieści się dwójka dorosłych turystów, poganiacz i cała konstrukcja, wykonana nierzadko z metalu, a nawet jeśli, to mówimy wciąż o maksymalnym obciążeniu. Nawet mniejszy nacisk może poważnie uszkodzić kręgosłup dorosłego słonia. Nie jest to jednak jedyne zagrożenie, na które narażone są te zwierzęta. Głośnym echem odbiło się zdarzenie sprzed 2 lat, które miało miejsce w sąsiadującej z Tajlandią Kambodży. Podczas wożenia turystów po świątyni Angkor Wat jeden ze słoni zdechł na oczach setek gapiów. Zdaniem weterynarzy zwierzę padło wskutek wyczerpania po zawale serca. 



Nie ulega wątpliwości, że dźwiganie na grzbiecie stelaża z turystami jest dla słonia zbyt dużym obciążeniem. Dlatego jeśli masz choć trochę empatii wobec zwierząt, nie korzystaj z usług mahutów, abstrahując nawet od rytuału phajaan czy innych metod tresury. Jak pisałem wcześniej, nie wiemy, jak słonie traktowane są przez właścicieli i w jaki sposób nauczono je posłuszeństwa. Wszystko jest zbyt wątpliwe, by wysnuć stosowne wnioski. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla słonia - choć potężnego i silnego - obciążenie w postaci dwóch osób, stelaża i poganiacza jest zbyt wielkie, przez co zwierze narażone jest na liczne urazy czy w najgorszym przypadku śmierć z wycieńczenia.

Niestety, tajski przemysł turystyczny nie przynosi mi na myśl pozytywnych skojarzeń. Podobnie jak w przypadku męczenia słoni, dużo mówi się o świątyni naćpanych tygrysów. Jest to miejsce, w którym można wejść do klatki, pogłaskać wielkiego kota i zrobić sobie "śmieszne" zdjęcie na facebooka. Niestety, tygrysy są nafaszerowane narkotykami, dzięki czemu są ospałe i tolerancyjne wobec natrętnych turystów. Inny przykład to chociażby delfinaria, w których zwierzęta żyją w okropnych warunkach i bawią tłum sztuczkami wyuczonymi systemem kar i nagród, z naciskiem na to pierwsze. W Tajlandii nietrudno także natknąć się na pokazy, w których to jakże "mężny" Taj drażni krokodyla, po czym wkłada mu głowę do paszczy, czy spektakle z udziałem kobry. Do tego walki kogutów, ptaszki w klatce wypuszczane "na szczęście" i wymieniać możnaby tak długo.

Dla mnie osobiście jest to obraz bardzo przykry i nikt nie przekona mnie do tego, że słoniom w Tajlandii jest dobrze, bo widzę, jakie ludzie mają tam podejście do zwierząt. Oczywiście nie wszyscy, ale ci, którzy zarabiają na turystyce wzbudzają najwięcej podejrzeń. Nie chcę pochopnie oceniać tych ludzi, ponieważ zdaję sobie sprawę, że to niski poziom życia i konieczność utrzymania siebie i rodziny wypiera szacunek do natury. Zwierzęta traktowane są jako źródło dochodu, atrakcja, za którą biali, bogaci turyści chętnie zapłacą, i to niemało. Ciężko więc o taki stan rzeczy obwiniać samych Tajów. Winni są turyści, którzy świadomie lub nie finansują ten biznes. Warto więc mieć na uwadze to, że jeżeli my przestaniemy korzystać z usług wykorzystujących zwierzęta, oni będą musieli szukać innych źródeł dochodu. Dlatego zachęcam wszystkich do szerzenia wiedzy w tym zakresie i zwiększania świadomości ludzi, którzy wybierają się do egzotycznych miejsc na wakacje.

Wiem, że takich tekstów powstało już wiele i wiele osób może zarzucić mi pisanie na zasadzie "kopiuj-wklej". Uważam jednak, że im więcej takich artykułów znajdzie się w sieci, tym większe szanse, że ten smutny biznes straci klientów. Jeśli ten tekst przyczyni się do tego, że choćby jedna osoba zrezygnuje z pomysłu przejażdżki na słoniu to wiem, że warto ten post opublikować.

Mat. 

6 komentarzy:

  1. To przykre co dzieje się z tymi zwierzętami, w dodatku przez złych ludzi. Bardzo nie lubię takiego traktowania zwierząt i braku reakcji ludzkiej na ich cierpienie. Tak samo jak nie lubię cyrku, gdzie zwierzęta są również źle traktowane, tak w tym przypadku, uważam, że turyści nie powinni korzystać z przejażdżek na słoniah...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się cieszę, że powstają takie teksty jak ten. Im więcej tym lepiej, bo wzrasta ilość ludzi, do których to dociera. Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, co robią i potrzebują, żeby ktoś im to wytłumaczył.

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś i też jestem przeciwniczką turystyki, do której wykorzystywane są zwierzęta. Nie można czerpać przyjemności z męki zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprowadzenie tego pięknego zwierzęcia do bezpodmiotowej turystycznej atrakcji jest haniebne i jeżeli nawet nie jesteśmy w stanie bezpośrednio tego zmienić to przynajmniej próbujmy - zagłosujmy nogami i nie korzystajmy z tego rodzaju "atrakcji". Post ze wszech miar potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, że blog jest naprawdę interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie coś innego! Taki zupełnie zwykły, ale niezwykły blog!, a w zasadzie to strona:)
    Co do wpisu to ciekawy pod kątem słoni, co do Słoników to jest totalna masakra. Szkoda mi tak tych zwierząt.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Normalnie zazdroszczę Ci takiej przejażdżki. Muszę wybrać się kiedyś w to miejsce.

    OdpowiedzUsuń