STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

niedziela, 31 grudnia 2017

Podróże MM: podsumowanie 2017

Rok 2017 był dla nas przełomowy. Pierwszy raz, po 4 latach wspólnych podróży, mieliśmy możliwość przekroczenia granicy naszego kontynentu. Wiązało się to z tym, że musieliśmy sporo pracować, oszczędzać pieniądze i odmawiać sobie wielu przyjemności. Może nie wyjeżdżaliśmy zbyt często w tym roku, ale jak już wyjechaliśmy, to z rozmachem!

Pierwszy wyjazd oczywiście w Tatry. Nie wyobrażamy sobie, żeby przynajmniej raz w roku nie odwiedzić naszych ukochanych gór. Z każdym kolejnym wyjazdem nabieramy cennego doświadczenia, uczymy się obsługi sprzętu, rozpoznawać  i przewidywać zagrożenia, po prostu poznawać góry. Tatry latem to zupełnie inna liga niż góry przysypane śniegiem. Każde wyjście ze schroniska jest początkiem wspaniałej, choć często ryzykownej przygody. Latem góry są dostępne praktycznie dla każdego, dlatego są tak bardzo oblegane przez turystów. Zimą bywało tak, że przez cały dzień minęliśmy na szlaku może z jedną osobę. To właśnie to poczucie wolności ciągnie nas tak bardzo w góry o tej porze roku. 
Nie mieliśmy raczej w planach jakichś bardzo ambitnych tras. Potraktowaliśmy nasz wyjazd bardziej jako obóz szkoleniowy, żeby zapoznać się nieco bardziej ze sprzętem i technikami asekuracji. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że nie myślałem o konkretnych celach, a właściwie to konkretnym celu. Był nim Kościelec - szczyt, o którego zdobyciu marzyłem od dziecka. Jego charakterystyczny kształt zawsze ściągał mój wzrok i pobudzał wyobraźnię. Zdobycie tego szczytu w sezonie letnim przy dobrej pogodzie nie należy raczej do nadzwyczajnych wyczynów, ale wejście na wierzchołek zimą to było nie lada przeżycie. Choć warunki były dość trudne i w niektórych miejscach przydała się lina, udało nam się ostatecznie zdobyć Kościelec. Tym samym spełniłem jedno z moich największych marzeń.
Każdy z dotychczasowych wyjazdów w Tatry był niezwykły i dostarczał nam wspaniałych wspomnień. Tym razem nie było inaczej.

PRZEJDŹ DO POSTA: TATRY: marzec 2017



Wróciliśmy z Tatr i po chwili czekał nas kolejny wyjazd. Tym razem w znacznie cieplejsze miejsce. To była już nasza trzecia podróż do Włoch - tym razem wybraliśmy się do Rzymu, gdzie spędziliśmy tydzień. Byliśmy na audiencji u papieża Franciszka, zwiedziliśmy Watykan i chyba wszystkie najważniejsze atrakcje Wiecznego Miasta, a jest ich naprawdę mnóstwo! Podczas gdy w Polsce było szaro, ponuro i padał deszcz, Rzym przywitał nas piękną, wiosenną pogodą i południowym słońcem. Tego nam było trzeba. Był to bardzo aktywny, a zarazem bardzo odprężający tydzień. Cudownie było sobie siąść na ławeczce na jednym ze wzgórz, gdzie wokół kwitły drzewa, a przed nami rozlegał się widok na Koloseum. 
Rzym kosztował nas sporo. Za same bilety zapłaciliśmy tylko po 300 zł za osobę w dwie strony, ale największe koszty czekały nas na miejscu. Dałoby się zorganizować tydzień w Rzymie po taniości, ale jednak uznaliśmy, że jest to miejsce, na którym nie warto oszczędzać. Dlatego też nie żałowaliśmy sobie na bilety wstępu, na włoską pizzę, owoce, czy przepyszne lody (Gelateria Millennium - polecam!). 




No i przyszedł czas na podróż życia. Równo rok temu nie wiedzieliśmy do końca, co nas czeka w 2017, choć najbardziej prawdopodobne było, że wylądujemy na Kubie. Gdzieś z tyłu głowy chodziła nam także Tajlandia i Kambodża. Pisałem także o pomysłach na niskobudżetowe podróże po Europie, ale ostatecznie sprawy finansowe i uczelnia zweryfikowały nasze możliwości. Cóż, tradycji stało się zadość - nasze plany wywróciło do góry nogami. Gdy zainteresowaliśmy się głębiej tematem wyjazdu na Kubę dotarło do nas, że rzeczywistość wcale nie jest taka kolorowa (mowa o panującej tam biedzie kontrastującej z rajem dla bogatych turystów). Ponadto w kraju szerzył się wirus Zika, a ostatecznie nasze plany legły w gruzach, gdy uświadomiliśmy sobie, że moglibyśmy tego wyjazdu nie udźwignąć finansowo. Wrócił więc pomysł podróży do Tajlandii. Wiele osób poleca właśnie ten kraj na początek znajomości z Azją, a ja już po powrocie mogę się pod tym podpisać. 
Zdecydowaliśmy się na ten wariant, kupując bilety lotnicze do Bangkoku. Dzięki 24-godzinnej przesiadce w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, mieliśmy jeszcze okazję spędzić niezapomniany dzień w skąpanym w lipcowym słońcu Dubaju. Gdy planowaliśmy nasz miesiąc w Azji, natknęliśmy się na tanie linie lotnicze Air Asia, które kusiły nas atrakcyjnymi cenami za loty z Bangkoku. Kambodża, Hongkong, Wietnam... Było w czym wybierać! Ostatecznie kupiliśmy bilety do Singapuru i zdecydowaliśmy się na podróżowanie po Półwyspie Malajskim w drodze powrotnej do Bangkoku, z którego mieliśmy lot powrotny do domu. 
Na początek międzylądowanie w Dubaju. Miasto zrobiło na nas ogromne wrażenie, choć nie ukrywam, że temperatura sięgające 43'C w cieniu mocno dawała się nam we znaki :) W Dubaju spędziliśmy zaledwie okrągłą dobę - zdecydowanie za mało, ale biorąc pod uwagę, że to taki bonus w cenie biletu, to naprawdę był to świetny pomysł! Następnie był Bangkok, tajska prowincja Pak Chong, dżungla Khao Yai i ruiny w Ayutthayi. Po niezwykle intensywnym tygodniu podróżowania po Tajlandii wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Singapuru, gdzie spędziliśmy niespełna 3 dni. Następna w planie była Malezja i Kuala Lumpur, które tak nas urzekło, że zostaliśmy tam dłużej, niż planowaliśmy. Potem wylądowaliśmy na rajskich plażach Tajlandii, gdzie przez tydzień wygrzewaliśmy się na słońcu, pływając w krystalicznie czystej wodzie, nurkując pośród rafy koralowej, skacząc po okolicznych wyspach i rozkoszując się tamtejszą kuchnią. Na sam koniec poświęciliśmy jeszcze trochę uwagi na sam Bangkok. Wybaczcie, ale niezmiernie trudno opisać w kilku zdaniach to, co przeżyliśmy w Azji. To była przygoda życia, o której moglibyśmy napisać książkę. W tym miejscu odsyłam Was do postów z podróży po Azji.

KLIKNIJ, ABY PRZEJŚĆ DO POSTA:



  • "(...) W 2013 roku rozpoczęliśmy przygodę. Poszerzamy swoje horyzonty, od miasta w którym mieszkamy, po cały kontynent. Europa jest tylko przedsionkiem wielkiego świata, ale żeby wypłynąć na szerokie wody, trzeba najpierw nauczyć się pływać". (Podróże MM: 2013)
  • "Jestem szczęśliwy, bo był to kolejny udany rok. Nasza podróżnicza mapa nabiera co raz to więcej barw. Do tej pory udało nam się odwiedzić 14 europejskich krajów, co w wieku 19 lat jest myślę okazałym dorobkiem". (Podróże MM: 2014)
  • "W 2015 roku odwiedziliśmy łącznie 7 państw (...). Przeglądam sobie archiwalne podsumowania z lat 2013 i 2014 i uśmiecham się do siebie wiedząc, że mijający 2015 wcale nie był gorszy od poprzednich". (Podróże MM: 2015)
  • "Był on bez wątpienia satysfakcjonujący i nie ustępował w niczym latom ubiegłym. Za nami wiele wspaniałych przygód i chwil spędzonych zarówno w Polsce jak i za granicą. Zamykamy podróżniczy kalendarz z uśmiechami na twarzy i z ambitnymi planami na nadchodzący rok. (...) Ostatecznie i tak pewnie wylądujemy w zupełnie niespodziewanym miejscu jak to zawsze bywa, ale piszę to choćby po to, by uśmiechnąć się do siebie, gdy będę pisać podsumowanie roku 2017". (Podróże MM: 2016)

No i uśmiecham się :) Faktycznie, los wywrócił nasze plany do góry nogami, ale to był naprawdę udany rok. Blog świetnie się rozwija, gromadzimy wokół siebie coraz większe grono czytelników. Niezwykle cieszy nas odzew społeczności, czy to na stronie, czy na Facebooku, Instagramie czy w rzeczywistości "pozawirtualnej". Fajnie, że możemy się z Wami dzielić naszymi przygodami i naprawdę miło, że tak pozytywnie odbieracie to, co robimy!

Nasze podróżowanie stopniowo przestaje być po prostu tanimi wypadami za granicę. Mamy coraz więcej możliwości, co przekłada się na coraz to odważniejsze podróże i jakość publikowanych na blogu treści. Powoli zaczynam rozumieć, jak to wszystko działa i wiem, że chciałbym się w tym kierunku rozwijać. Robić coraz to lepsze zdjęcia, zainteresować się filmowaniem, podróżować do ciekawych miejsc, pisać wartościowe, opiniotwórcze artykuły. Tym bardziej cieszę się, że zacząłem tak wcześnie, bo mam jeszcze dużo czasu na to, by zdobywać doświadczenie i robić w życiu to, co kocham. 

Aby tradycji stało się zadość, trzeba na koniec powiedzieć trochę o naszych planach na przyszły rok. Co prawda nie ma to większego sensu, bo i tak pewnie życie ma dla nas inny scenariusz, ale co tam! 
Zacznijmy od pewniaków. Już za początku stycznia (czyli za tydzień) lecimy na 3 dni do Wilna, a w kwietniu na 4 dni do Lwowa. Trochę obciach, że odwiedziwszy 25 państw Europy i Azji nie było nas jeszcze u sąsiadów za granicą, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Tym bardziej, że dopiero co uruchomiono tam połączenia tanich linii lotniczych z naszym Gdańskiem, a ceny wahają się w granicach 100-150 zł /os. w dwie strony. Żal nie skorzystać! Ponadto w lutym obowiązkowo wracamy w zimowe Tatry, żeby trochę się powspinać. 
Jeśli chodzi o plany na 2018 to przyznam - są ambitne. Na ich czele stoi przede wszystkim Maroko, w którym chcielibyśmy spędzić co najmniej 3 tygodnie. Jest też pomysł, żeby wrócić do Azji, tym razem do południowych Chin, Wietnamu, Laosu i Kambodży. W kontekście Europy chodzi nam po głowie Islandia, Portugalia i Hiszpania, chociaż myśląc o północnej Afryce i powrocie na daleki wschód raczej finansowo nie udźwignęlibyśmy Półwyspu Iberyjskiego, chociaż kto wie? 
Trudno coś więcej powiedzieć, bo niestety czeka mnie bardzo dużo pracy na uczelni w związku z ostatnim semestrem studiów. Już teraz każdy opuszczony dzień to przykre konsekwencje, więc do czerwca poza Wilnem, Lwowem i Tatrami nie przewiduję poważniejszych wyjazdów. Z kolei wakacje to drogie bilety no i nieznośne upały - lipiec na marokańskiej pustyni mógłby uprzykrzyć nam pobyt :). Czas pokaże! 

Patrzę wstecz na lata ubiegłe i widzę, że z każdym rokiem życie nas zaskakuje, a ja pisząc podsumowujący wpis w Sylwestra, mam za sobą cały bagaż wspomnień i przygód. Ten rok był bardzo, bardzo udany. Miesiąc w Azji sprawił, że nabraliśmy cennego doświadczenia i odwagi, które są kluczem do kolejnych wyzwań. Po cichu wspomnę też, że od jakiegoś czasu przygotowuję się do uruchomienia kanału na YouTube, ale póki co potrzebuję trochę czasu, żeby miało to ręce i nogi :)

W tym miejscu razem z Maryną chcielibyśmy życzyć Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku. Dużo szczęścia, radości, bezpiecznych podróży, wspaniałych przygód, tanich biletów, długich urlopów i odwagi w podejmowaniu decyzji. Pamiętajcie, że marzenia się nie spełniają - marzenia się spełnia, a w realizacji celów najważniejsza jest wytrwałość. Wszystkiego co najlepsze dla Was!

MM.









1 komentarz:

  1. Z tym pierwszym wyjazdem poza Europę to widzę, że podobnie u nas. Moje pozaeuropejskie destynacje tak mnie urzekły, że nie wykluczone, że w nowym roku tam wrócę. Do Kanady na pewno w marcu, a o Tajlandii też znowu myślę, ale następnym razem koniecznie w połączeniu z Singapurem! :)

    OdpowiedzUsuń