STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

poniedziałek, 2 października 2017

Bangkok - komunikacja miejska i transport z lotniska

W żadnym innym dotychczas odwiedzonym przeze mnie miejscu poruszanie się po mieście nie było tak skomplikowane i problematyczne, jak w Bangkoku. Metro zupełnie nie sprawdza się w przypadku turystycznej wycieczki po mieście, podróżowanie autobusem wiąże się ze staniem w ogromnych korkach, a taksówkarze to cwaniaki. Zapewne ktoś kto zna dobrze Bangkok potrafi się po nim szybko i komfortowo poruszać, ale dla przyjezdnych stolica Tajlandii może się wydać bardzo chaotyczna. W tym poście postaram się nieco przybliżyć Wam funkcjonowanie transportu miejskiego w Bangkoku, oraz podpowiem, jak łatwo i tanio dotrzeć do miasta z okolicznych lotnisk. 



♦ JAK DOJECHAĆ Z LOTNISKA DO BANGKOKU

SUVARNABHUMI AIRPORT (BKK) to niedawno wybudowane lotnisko, znajdujące się około 30 km od centrum Bangkoku. Jest to największy port lotniczy w rejonie. To tutaj ląduje większość samolotów największych linii lotniczych. Mimo dość sporej odległości od centrum aglomeracji, lotnisko Suvarnabhumi jest bardzo dobrze skomunikowane z miastem. Do Bangkoku najtaniej dotrzemy pociągiem Bangkok Airport Train, zwanym także jako Airport Rail Link. Do wyboru mamy dwie opcje:
  • City Line - cena biletu do centrum to 45 baht (5,00 zł), czas przejazdu około 30 minut, 6 przystanków
  • Express Line - cena biletu do centrum to 150 baht (16,50 zł), czas przejazdu około 15 minut, bez przystanków.
Aby dostać się do stacji kolejowej, należy dotrzeć do hali przylotów i zjechać jeden poziom niżej. Na lotnisku znajduje się dużo dobrze widocznych i czytelnych znaków, więc traficie bez problemu. Pozostaje tylko kupić w automacie bilet w postaci żetonu i wsiąść w pociąg. Jedziemy koleją aż do końcowej stacji Phaya Thai, gdzie można się przesiąść np. na metro.

Jeśli nie szczędzicie gorsza na wygodę, można skorzystać z taksówek, które znajdują się na poziomie 0. Warto jednak pamiętać, że kierowcy w Bangkoku to naciągacze. Dobrze więc sprawdzić dystans do hotelu np. na Google Maps. Ceny za transport z lotniska do centrum taksówką to wydatek rzędu 350-500 baht (40-55 zł). Jest to niewątpliwie najwygodniejsza opcja, ale trzeba uważać, żeby nie dać się oszukać, bo taxi w Bangkoku ma kiepską reputację. 

DON MUEANG AIRPORT (DMK) jest najstarszym lotniskiem w Bangkoku, które straciło renomę po wybudowaniu portu Suvarnabhumi. Obecnie lądują tu głównie samoloty tanich linii lotniczych, m.in. Air Asia. Don Mueang oddalone jest od centrum miasto o około 30 km i choć jest to drugorzędne lotnisko, to jest całkiem nieźle skomunikowane z Bangkokiem.
  • AUTOBUSY - To chyba najlepsza opcja. Spod głównego terminala odjeżdżają autobusy oznaczone literą A. W zależności od miejsca docelowego, do wyboru mamy 4 linie (stan na 29.09.2017):
    ➩ A1 : Don Mueang Airport - Kasetsart University - BTS Mo Chit (metro) - Bangkok Northern Bus Terminal
    ➩ A2 : Don Mueang Airport - Kasetsart University - BTS Mo Chit (metro) - Saphan Kwai - Ari Sanam Pao - Victory Monument
    ➩ A3 : Don Mueang Airport - Tollway - Din Daeng - Pratunam - Ratchaprasong - Ratchadamri - Lumpini Park
    ➩ A4 : Don Mueang Airport - Tollway - Sirat Expressway - Yommarat - Lan Luang - Phan Fa - Democracy Monument - Wat Bowonniwet - Khao San - Sanam Luang
         W przypadku linii A1 i A2 cena za przejazd wynosi 30 baht (3,30 zł), a A3 i A4 50 baht (5,50 zł). Bilety kupuje się u biletera w pojeździe. Pamiętajcie więc, by mieć przy sobie jakieś drobne. 
  • POCIĄG - Stacja kolei znajduje się za autostradą po prawej stronie. Po wyjściu z terminala trzeba więc przejść kładką na drugą stronę jezdni. Bilety do Bangkoku można kupić na platformie 1. Koszt przejazdu zwykłym pociągiem to około 7 baht (0,75 zł), a pośpiesznym 20 baht (2,20 zł). Mimo wszystko polecam raczej autobusy, które docierają do wielu miejsc w Bangkoku. Pociągiem dotrzemy do stacji głównej Bangkok Railway, co będzie wiązało się z koniecznością zmiany środka transportu.
  • TAXI - Aby skorzystać z taksówki, należy wykupić bilet przy stoisku przy wyjściu z platformy przylotów nr 8 w Terminalu 1. Koszt to 50 baht. Otrzymujemy bilet na taxi i trzeba czekać na swoją kolej. Tak jak pisałem wcześniej, trzeba uważać na naciągaczy. Dopilnujcie, by kierowca włączył taksometr. Koszt przejazdu do centrum nie powinien kosztować więcej niż 300 baht (33 zł). 
Między lotniskiem Suvarnabhumi a Don Mueang kursuje darmowy autobus. Odjeżdża od spod wyjścia numer 5 na parterze. Autobus kursuje między lotniskami bez przystanków po drodze, a przejazd trwa od 1-2 godzin, w zależności od natężenia ruchu. 



♦ KOMUNIKACJA MIEJSKA W BANGKOKU

METRO - W Bangkoku wyróżnia się dwie firmy obsługujące szybką kolej miejską. Są to BTS Skytrain i MRT. Wywołuje to małe zamieszanie, bo nie można się przesiadać do pociągów innego przewoźnika. Metro w Bangkoku kursuje zazwyczaj nad miastem. Wynika to z faktu, że stolica Tajlandii leży na bardzo grząskim terenie, ponadto zalewana jest ogromnymi ilościami wody w okresie pory deszczowej. Nic więc dziwnego, że Tajowie niechętnie kopią w ziemi.

Ceny biletów na metro oscylują w granicach 10-52 baht (1,10-5,70 zł) w zależności od ilości stacji. Automaty z biletami są zaskakująco łatwe w obsłudze. Nie trzeba liczyć stref ani przystanków. Wystarczy wybrać stację docelową i uiścić opłatę, a automat wyda nam bilety w postaci krążków. Jeżeli zamierzamy częściej poruszać się metrem, warto zainteresować się tzw. One-day pass. Jest to nic innego jak bilet całodobowy, którego cena to zaledwie 130 baht (14,30 zł). Pociągi BTS i MRT kursują w godzinach od 6:00 do 00:00.

System połączeń metra w Bangkoku jest wbrew pozorom bardzo jasny i przejrzysty. Mogłoby się wydawać, że istnienie dwóch niezależnych firm BTS i MRT może wprowadzać chaos, ale dzięki wszechobecnym oznaczeniom raczej trudno się pogubić. Wagony są nowoczesne, a interaktywne mapy pokazują na bieżąco przebieg trasy pociągu i nazwy stacji. Zakup biletów jest dziecinnie prosty. Wystarczy znać nazwę stacji końcowej. Szkoda tylko, że metro w Bangkoku nie dociera do najciekawszych miejsc, przez co staje się dla turystów zbędne. My skorzystaliśmy z usług BTS zaledwie raz, a spędziliśmy w stolicy Tajlandii ponad tydzień. Było to pierwszego dnia, gdy podróżowaliśmy pociągiem z lotniska Suvarnabhumi. Wysiedliśmy na stacji Phaya Thai i przesiedliśmy się na metro, by udać się w okolice Saphan Taksin, gdzie znajdował się nasz pierwszy hostel. Poza tym szybka kolej miejska nie była nam do niczego potrzebna, bo kursowała wszędzie tam, gdzie nie mieliśmy żadnego interesu.

Pamiętajcie, że wagony metra w Bangkoku to lodówka. Tajowie, gdy już mają klimatyzację, lubią odpalać ją pełną parą. Warto więc wyposażyć się w coś do krycia, jeśli zamierzacie podróżować tutejszym metrem. Należy także pamiętać, że surowo zabronione jest przewożenie durianów we wszelkiej postaci.

Oficjalna strona internetowa BTS: Kliknij w link
Przewodnik po komunikacji miejskiej (MRT): Kliknij w link



AUTOBUSY - To niewątpliwie najbardziej klimatyczna opcja przemieszczania się po Bangkoku. Pewnie minusów jest więcej, niż plusów, ale jednak atmosfera starego autobusu w azjatyckim mieście zdaje się przewyższać nad wadami tego środka transportu. Oto kilka z nich:
- Przystanki autobusowe są słabo oznaczone. W rozkładach panuje totalny chaos. Często przystanek składa się z ławki i niewielkiego słupka ze znaczkiem. Autobusy jeżdżą jak chcą, więc trzeba samemu wybadać sytuację. Czasem kierowca sumiennie zatrzymuje się na wyznaczonych postojach, czasem reaguje jedynie na sygnał w postaci machnięcia ręką (na przystanku) lub przycisku (w autobusie). Mówi się, że da się zatrzymać busa także poza przystankiem, więc można próbować, bo szanse są bardzo duże.  
- Brak klimatyzacji. Nie jest to reguła, ale znaczna większość autobusów w Bangkoku nie jest wyposażona w klimatyzację. Nie jest to jakiś duży problem, bo standardowo w pojeździe otwiera się na oścież wszystkie okna. 
- Standard. Nie oszukujmy się. Autobusy w Bangkoku to zazwyczaj stare, rozklekotane, głośne i kopcące gruchoty. Dla mnie są to pojazdy z duszą, ale znajdą się o tacy, którzy cenią sobie wygodne siedzenia, ładny zapach i elegancki wystrój. Pewnie się trochę zmartwią. 
- Korki. Bangkok to jedno z najbardziej zakorkowanych miast świata. Resztę dodajcie sobie sami. 

Do zalet autobusów należy niewątpliwie cena na przejazd. Można pokonać naprawdę duży dystans płacąc za bilet od 10 do 50 bahtów. To zdecydowanie tańsza opcja niż tuk-tuki i taksówki, z których korzystają głównie turyści. Bilety kupuje się u biletera, który podchodzi do kolei do każdego i pobiera opłatę za przejazd. Warto zatem mieć przy sobie drobne.

Szczegółowe informacje o autobusach w Bangkoku znajdziecie na stronie internetowej BMTA.



TAXI - Zawsze unikamy taksówek, bo są zawsze tą najdroższą opcją z możliwych. Na dodatek prawie w każdym kraju mówi się o nabijaniu kilometrów i innych oszustwach ze strony kierowców. Niemniej jednak znajdą się niewątpliwie i tacy, co cenią sobie wygodę i zdecydują się na transport aż pod drzwi hotelu. Oto kilka porad dla osób decydujących się na podróżowanie taksówką:
- W Bangkoku taksówek jeździ mnóstwo. Aby złapać taxi wystarczy machnąć ręką. 
- Bardzo ważne jest, aby poprosić kierowcę o włączenie taksometru. Przygotujcie się na wszelkiego rodzaju wymówki i propozycje ceny, lecz godząc się na narzucone warunki, zazwyczaj wyjdziecie na tym źle. 
- Kierowcy bardzo słabo mówią po angielsku, więc nastawcie się na utrudnioną komunikację.
- Bangkok to ogromne miasto, pełne wąskich uliczek. Opanowanie mapy sprawia problem nawet taksówkarzom. Warto więc podać jako punkt docelowy jakieś znane miejsce, np. pomnik, zabytek, czy świątynię.
- Za przejazdy płatną autostradą płacą klienci. Kierowca może Was poprosić o pieniądze przy bramkach, ale zazwyczaj dodatkowe koszty doliczane są do rachunku. Na podobnej zasadzie rozliczani będziemy np. z opłat lotniskowych.
- Jeśli macie dostęp do internetu, warto włączyć sobie aplikację Google Maps i po cichu sprawdzać, czy kierowca nie obwozi Was po całym mieście.
- W Bangkoku w godzinach szczytu wszystko stoi. Warto wziąć to pod uwagę, bo niewielkie odległości szybciej można pokonać pieszo lub tuk-tukiem, który sprytnie przeciska się między samochodami.

Taksówki w Bangkoku są bardzo tanie. Za trzaśnięcie drzwiami płaci się zazwyczaj 35 baht (3,80 zł) i potem 5 baht (0,55 zł) za każdy przejechany kilometr. Cenniki często wywieszone są wewnątrz pojazdu.



TUK-TUK to najpopularniejszy środek transportu wśród turystów odwiedzających Bangkok. Te niewielkie, kolorowe i wyjątkowo zwrotne pojazdy sprytnie przeciskają się między samochodami mijając korki, a ponadto docierają prawie wszędzie. Prawie, bo tuk-tuki to typowo turystyczny środek transportu, więc ryksze można spotkać głównie tam, gdzie jest co oglądać. Cena? Wszystko zależy od Waszych umiejętności targowania. Należy liczyć się z tym, że zaproponowana przez kierowcę kwota będzie średnio o połowę wyższa od tej, za jaką zgodzi się Was ostatecznie wziąć. W tym miejscu mam dla Was kilka porad i wskazówek. Pierwsza z nich - nie szukajcie tuk-tuka. Pozwólcie, by to kierowca się Wami zainteresował. Wymowne pytanie "tuk-tuk?" jest najczęściej słyszanym pytaniem podczas pobytu w Bangkoku. Żaden kierowca nie przejedzie obojętnie obok turysty, no chyba, że jest już zajęty i na kogoś czeka. Udawajcie niezainteresowanych, a na pewno uda Wam się wynegocjować dobrą cenę. Podchodząc do kierowcy dajecie mu konkretny sygnał, że jedziecie do konkretnego miejsca i zapewne zależy Wam na czasie. Na takich osobach najłatwiej zarobić. Co innego, gdy kierowca od dłuższego czasu nie miał klienta i szuka, szuka, aż tu nagle młoda para Europejczyków z plecakami.

- Tuk tuk?
- Nie, dzięki. Przejdziemy się.
- Dokąd idziecie?
- Na Khao San.
- Wsiadajcie!
- Za ile?
- 200 baht.
- To za dużo. Dzięki, nie chcemy.
- Ile dasz?
- Abo ja wiem... 80 baht?
- 100 baht.
- No ok, niech będzie.

I jedziemy gdzie chcemy :) Inna istotna kwestia, to punkt docelowy. Jeżeli zgodzicie się na podwózkę do hotelu, cena będzie wyższa, bo kierowca będzie musiał potem wracać pustym przelotem w miejsce, gdzie znajdzie innych turystów. Znacznie bardziej będzie mu się opłacało zawieźć Was w miejsce, gdzie od razu znajdzie kolejnych klientów. Zrozumieliśmy ten fakt na własnym przykładzie. Choć nasz hostel znajdował się 5 min drogi od słynnej ulicy Khao San, to na hasło "Samsen Road" kierowcy patrzyli na mapę, obracali, zastanawiali się, kręcili nosem i podawali wysokie stawki. Tymczasem, gdy wybieraliśmy jako cel konkretnie ulicę Khao San, Tajowie w tuk-tukach od razu godzili się i byli znacznie bardziej skłonni do negocjacji. Nie warto też godzić się na usługi przewoźników, którzy czekają np. bezpośrednio przy dworcu kolejowym, czy na wspomnianej ulicy Khao San. Tamci panowie nie będą skłonni do negocjowania, bo po Was przyjdzie kto inny, kto zapłaci więcej. Zawsze lepiej oddalić się kilka kroków od najpopularniejszych miejsc i łapać gdzieś na uboczu.

Kierowcy tuk-tuków zazwyczaj będą namawiać Was, żebyście wykupili wycieczkę w biurze podróży, bo jest very cheap. Nie dajcie się naciągnąć. Chodzi o to, że agencje turystyczne od każdego przywiezionego turysty dają stempel na paliwo. Jeśli ktoś nie lubi samemu zaprzątać sobie głowy organizacją czasu, to takie zorganizowane wycieczki przypadną mu do gustu. Ja mimo wszystko będę upierać się przy tym, że najlepiej i najtaniej podróżować samemu, bo wtedy znacznie lepiej można poznać kulturę kraju, w którym się jest. Ale to już kwestia preferencji.



Bangkok jest bardzo tanim miastem. Choć jesteśmy przyzwyczajeni do europejskich cen, to staraliśmy się w Azji nie przepłacać, mimo, że większość kosztów była w zasięgu naszych możliwości finansowych. Niemniej jednak w perspektywie miesiąca podróżowania po Azji, dzienne budżety potęgują się, a różnica widoczna jest dopiero na koniec, gdy konto świeci pustkami. Nie lubimy przepłacać, dlatego w Bangkoku targowaliśmy się o każde 10 zł, wybieraliśmy tańsze alternatywy w granicach naszych preferencji w kontekście wygody i czasu. Poza tym, podróżowanie razem z tubylcami umożliwia poczucie niesamowitego klimatu kultury, którego nie zaznamy podróżując taksówką. Takie jest moje zdanie. Oszczędzając na wygodzie otrzymujemy w zamian przygodę i wspomnienia, które po powrocie wywołują uśmiech na naszych twarzach. Oczywiście to tylko moja perspektywa i osobiście nic do taksówek nie mam. Po prostu tani sposób podróżowania bardziej mi odpowiada, bo mogę przez chwilę poczuć się jak miejscowi. Dlatego też będąc w Bangkoku szczerze polecam Wam przejażdżkę miejskim autobusem, targujcie się z kierowcami tuk-tuków, podróżujcie pociągami w niższej klasie. Tylko pamiętajcie o uśmiechu na twarzy i otwartym umyśle, bo tylko to pozwoli Wam znieść wszystkie niedogodności i przeżyć niezapomnianą przygodę!

Komunikacja miejska w Bangkoku to według mnie największa wada jeśli chodzi o to miasto. Z perspektywy czasu wspominam podróże tuk-tukami i autobusami pozytywnie, ale spędzając w stolicy Tajlandii ponad tydzień, bywało to momentami niezwykle męczące. Choć wyżej piszę o klimacie azjatyckiej aglomeracji, to nie ukrywam, czasem brakowało mi tego, że wychodzę z hotelu, wsiadam w metro i jadę tam, gdzie chcę. Tutaj każda wyprawa wymaga albo kombinowania (jeśli chcemy dojechać tanio), albo przepłacenia i ugięcia się pod turystyczną presją, zakładającą, że my, "biali", mamy kasę i można ją od nas wyciągnąć. W centrum Bangkoku, gdzie jest największe skupisko najciekawszych miejsc, metro nie kursuje, autobusy i taksówki stoją w ogromnych korkach, a wybór tuk-tuka wiążę się każdorazowo z negocjowaniem ceny, co po którymś razie staje się dość męczące.

Po lekturze tego posta pewnie macie mieszane uczucia. Ja też. Najpierw piszę o tym, że komunikacja miejska w Bangkoku jest chaotyczna, z drugiej zachwycam się klimatem Azji i standardem tak różnym od europejskiego. Cóż, taka właśnie jest stolica Tajlandii. Raz będzie ciekawostką kulturową, a raz będzie nam podnosiła ciśnienie do tego stopnia, że będziemy jej mieć dość. Jakkolwiek poruszanie się po Bangkoku może być dla Was katorgą, to wracając do domu przywieziecie fajne wspomnienia, a kłopotliwe sytuacje będziecie opowiadać znajomym z uśmiechem na twarzy. 

Mateusz.

1 komentarz:

  1. To fakt, poruszanie się po Bangkoku to jedna z tych rzeczy, która stresuje mnie najbardziej. :)

    OdpowiedzUsuń