STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

niedziela, 8 października 2017

Bangkok - Co warto zobaczyć w stolicy Tajlandii?

Bangkok. Miasto aniołów, wielkie miasto, rezydencja świętego klejnotu Indry, niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana. Stolica Tajlandii, zamieszkana przez 10 milionów ludzi. Najgorętsze i najbardziej zakorkowane miasto świata. Dziś zapraszam Was do Bangkoku, miejsca, w którym spędziliśmy ponad tydzień podczas naszej podróży po Azji. 


♦ WSTĘP

Zdecydowałem się podzielić wszystkie zagadnienia dotyczące Bangkoku na trzy części. W tym poście przedstawię Wam, co warto zobaczyć w stolicy Tajlandii i opowiem w skrócie o najciekawszych miejscach. Druga część to moje wspomnienia z Bangkoku, w których opowiadam o naszych wrażeniach i przygodach. Trzeci post poświęcony jest praktycznym informacjom dotyczącym poruszania się po mieście komunikacją miejską, taksówkami, tuk-tukami itp. W zależności od tego, czego szukacie, odsyłam Was do pozostałych postów, lub zachęcam do lektury tego, w którym się obecnie znajdujecie. 
♦ JAK DOTRZEĆ DO BANGKOKU / TAJLANDII?

Chyba nie ulega wątpliwości, że najwygodniej i najszybciej do Tajlandii dostaniemy się samolotem. Co do cen to nie ma reguły. Trzeba szukać, sprawdzać, kombinować i porównywać. My polecieliśmy do Bangkoku z Warszawy przez Dubaj liniami Emirates. Zapłaciliśmy niemało, bo 2850 zł za osobę za lot tam i z powrotem. To dużo, ale że lecieliśmy do Azji w lipcu, to musieliśmy się pogodzić z wyższymi cenami. W okresie pozawakacyjnym bilety są znacznie tańsze. Podobno loty do Bangkoku można upolować nawet za 1800 zł w dwie strony. 
Do stolicy Tajlandii z Warszawy dotrzemy takimi liniami jak Aerofłot (przesiadka w Moskwie), Finnair (przesiadka w Helsinkach), Ukraine International (przesiadka w Kijowie), Emirates (przesiadka w Dubaju), Qatar Airways (przesiadka w Doha). Chyba ze stolicy lata też Lufthansa, Swiss czy Austrial Airlines, ale tak jak mówiłem - trzeba szukać terminów i porównywać ceny biletów najlepiej za pośrednictwem wyszukiwarek typu Skyscanner, eSky czy Kayak. My znaleźliśmy lot na tej pierwszej stronie, a same bilety kupiliśmy już bezpośrednio na stronie Emirates.



♦ CO WARTO ZOBACZYĆ W BANGKOKU?

Bangkok to ogromne miasto, ale na szczęście to co najciekawsze znajduje się w ścisłym centrum. To dobra wiadomość, bo poruszanie się po stolicy Tajlandii może być dla niektórych bardzo uciążliwe. Spędziliśmy w Bangkoku łącznie 9 niepełnych dni. Niepełnych, bo tak naprawdę miasto to było dla nas przez znaczny okres czasu bazą wypadową do takich miejsc jak park narodowy Khao Yai, czy miasto Ayutthaya. Często było tak, że po powrocie do stolicy odpoczywaliśmy w hostelu zajadając się owocami, kręciliśmy się za jedzeniem, chodziliśmy na spacery bez konkretnego planu. Tak minęły nam pierwsze leniwe 6 dni. W tym czasie organizowaliśmy całą podróż po Azji (włącznie z Singapurem i Malezją), rezerwowaliśmy noclegi, chodziliśmy po bankomatach, kantorach, szukaliśmy przewodnika, by udać się na trekking po tropikalnej dżungli.

Dopiero 3 ostatnie dni pobytu w Bangkoku poświęciliśmy na intensywne zwiedzanie miasta. Ostatecznie udało nam się zobaczyć wszystko, co mieliśmy w planach. Pominęliśmy jedynie dom Jima Thompsona, bar Banyan Tree na dachu wieżowca w dzielnicy Thung Maha Mek, oraz świątynię Wat Arun, która była obecnie w renowacji. Przez ponad tydzień udało nam się poczuć klimat Bangkoku, a także zobaczyć to, co (naszym zdaniem) ma najlepszego do zaoferowania swoim gościom. Oto najciekawsze miejsca w stolicy Tajlandii.



KHAO SAN 

Thanon Khao San to najpopularniejsza ulica w Bangkoku, mekka backpackersów podróżujących po Azji. Swą popularność miejsce to zawdzięcza głównie tanim hostelom, które przyciągały młodych ludzi. Jeszcze przed dwudziestoma laty na ulicy tej handlowano ryżem. Stąd też nazwa Khao San, którą można przetłumaczyć jako "zmielony ryż". Tak pisałem o tym miejscu w jednym z postów:

Za dnia Khao San wydaje się być zwykłą ulicą, ale po zmroku miejsce to rozbłyskuje tysiącami świateł, otwierają się stragany, a skromnie ubrane panie zapraszają na drinka, masaż, albo Bóg wie co :) Kluby, jeden obok drugiego, toczą nieustanną walkę na decybele. Młodzi ludzie bawią się i tańczą, a impreza niemieszcząca się w lokalu wychodzi na ulicę. Na Khao San panuje totalny chaos. Z wielkich głośników dudni muzyka, w powietrzu unosi się zapach jedzenia, neony świecą prosto w oczy, a wszędzie dookoła tłum turystów z całego świata. (Bangkok - kartki z pamiętnika (Azja 2017).

Khao San znajduje się praktycznie w ścisłym centrum miasta, w pobliżu najważniejszych atrakcji turystycznych Bangkoku. Należy pamiętać, że miejsce to jest nastawione głównie na zysk. Sprzedawane produkty - mowa głównie o ubraniach - są wykonane często ze słabych jakościowo materiałów. Jedzenie przygotowywane dla turystów także nie budzi zaufania. Znacznie bezpieczniej można stołować się tam, gdzie jedzą miejscowi. Na Khao San zawsze (wieczorem) spotkacie handlarzy, sprzedających smażone świerszcze, szarańcza, robaki i skorpiony. Oczywiście takie rzeczy jedzą tylko turyści. Nie dajcie sobie wmówić, że to kuchnia tajska, bo to nieprawda. Jak to w turystycznych skupiskach bywa, wszystko jest drogie, a sprzedawcy nie dbają o nasze problemy żołądkowe, jakość produktów, czy reputację swego kraju, dlatego warto zachować dystans. Niemniej jednak uważam, że Khao San to miejsce warte odwiedzenia.



WAT RATCHANATDARAM WORAVIHARA

Wat Ratchanatdaram to niezwykle pozytywna niespodzianka, na którą natknęliśmy się zmierzając do Wat Saket. Spacerując wzdłuż drogi Ratchadamnoen Klang zobaczyliśmy piękną buddyjską świątynię. Organizując nasz pobyt w Bangkoku nie natknąłem się wcześniej na nią, więc zaprowadził nas tam czysty przypadek. Okazało się, że świątynia Wat Ratchanatdaram to jedno z najpiękniejszych miejsc Bangkoku jakie udało nam się zobaczyć. Nie widnieje ona na turystycznych mapach, dlatego nie ma tam zbyt wielu turystów. My przechadzaliśmy się po terenie świątyni jedynie w towarzystwie mnichów, dzięki czemu mogliśmy porobić fajne zdjęcia i odpocząć nieco od miejskiego zgiełku. Naprawdę polecam!

Ukończona w 1846 roku świątynia była podarkiem od króla Ramy III dla swojej siostrzenicy. To właśnie stąd wzięła się nazwa Wat Ratchanatdaram, co można tłumaczyć jako Świątynia Siostrzenicy Króla.

Wstęp darmowy.



WAT SAKET i ZŁOTA GÓRA

Wat Saket to buddyjska świątynia wzniesiona jeszcze za czasów Królestwa Ayutthayi. Król Rama III (1787-1851) postanowił wznieść ogromne chedi (pol. stupa). Konstrukcja uległa jednak zawaleniu w trakcie budowy z powodu grząskiego gruntu, niezdolnego do utrzymania tak dużego ciężaru. Prace wstrzymano, a zniszczone chedi zaczęło mieszać się z ziemią, która porosła chwastami i stworzyła niewielkie wzgórze. Budowę stupy kontynuowali następcy Ramy III. Ostatecznie złote chedi stanęło na wzgórzu w połowie XIX wieku, za panowania Ramy V (1853-1910). Charakterystyczne betonowe ściany dobudowano blisko sto lat później, w 1940 roku. Mają one za zadanie chronić Złotą Górę przez erozją.

Dziś Wat Saket jest silnie oblegana przez turystów, a świątynia zdaje się tracić swoje pierwotne przeznaczenie jako miejsce kultu. Miejsce to przyciąga głównie za sprawą tego, że z mierzącej 79 metrów wysokości Złotej Góry rozciąga się ciekawy widok na miasto. Nie jest on szczególnie wyjątkowy ani urokliwy, ale zawsze fajnie popatrzeć sobie z góry. Świątynia jako świątynia zupełnie świątyni nie przypomina i nie urzeka wcale. Atmosfera jest bardzo... turystyczna. W świątyni panuje gwar, wszyscy robią sobie selfie gdzie popadnie, inni naparzają w dzwony. Niemniej jednak Wat Saket jest bardzo fotogenicznym miejscem, dlatego warto się tu wybrać choćby na chwilę. 

Godziny otwarcia: codziennie w godz. 9:00-17:00. 
Cena biletów wstępu: 20 baht (2,20 zł)



SIAM i RAMA I ROAD

Okolice dzielnicy Siam i ulicy Ramy I to ogromne skupisko centrów handlowych. Odwiedziliśmy wiele z nich i muszę przyznać, że ceny były iście europejskie. Dlaczego więc warto się tu wybrać? Chociażby po to, by poczuć klimat azjatyckiego miasta, w którym naziemne metro kursuje na kilku poziomach, samochody stoją w korkach, a Bangkok rozbłyskuje milionem świateł. W dzielnicy Siam można poznać zupełnie inne oblicze stolicy Tajlandii. 



WIELKI PAŁAC KRÓLEWSKI

Wielki Pałac Królewski jest kompleksem budynków, które służyły jako oficjalna rezydencja króla Tajlandii aż do 1946 roku, kiedy to król Bhumibol Adulyadej przeniósł swą siedzibę do pałacu Chitralada. Budowę pałacu rozpoczęto w 1782 roku, za panowania założyciela dynastii Chakri, króla Ramy I, który przeniósł stolicę ówczesnego królestwa z Thonburi do Bangkoku. 

Cały kompleks można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich obejmuje wszystkie pomieszczenia, w których rezydowała rodzina królewska, a także te, w których odbywały się wszelkiego rodzaju uroczystości. Druga część to część religijna, w skład której wchodzą wszystkie budynki poświęcone kultowi Buddy, na czele z świątynią Wat Phra Kaew. Choć król już nie zamieszkuje Wielkiego Pałacu, to wciąż odbywają się tutaj najważniejsze ceremonie i uroczystości państwowe. Dlatego też nie wszystkie pomieszczenia są udostępnione zwiedzającym, a możliwość oglądania pomieszczeń pałacowych zależy od dnia, więc nigdy nie ma gwarancji, że uda się wszystko zobaczyć. Trzeba też uzbroić się w cierpliwość, bo Pałac Królewski praktycznie o każdej porze roku jest oblegany przez tłumy turystów. Naprawdę trudno tu o fragment wolnej przestrzeni, a gdy w południe praży słońce, zwiedzanie kompleksu może być naprawdę uciążliwe. 

Przed wejściem na teren Pałacu Królewskiego należy przejść przez kilka punktów kontroli. Żołnierze sprawdzają paszport i zawartość plecaka. Jak już wspominałem, w pałacu odbywają się często różne uroczystości państwowe, dlatego należy liczyć się z tym, że teren będzie zamknięty dla zwiedzających.

Godziny otwarcia kompleksu pałacowego: codziennie od 8:30 do 15:30.
Bilet wstępu kosztuje 500 baht (55 zł).



ŚWIĄTYNIA SZMARAGDOWEGO BUDDY (WAT PHRA KAEW)

Świątynia Szmaragdowego Buddy (w języku tajskim Wat Phra Kaew) znajduje się na terenie Pałacu Królewskiego, w historycznej dzielnicy Phra Nakhon. To buddyjskie sanktuarium wzniesiono w 1782 roku. Elewacja świątyni jest zachwycająca. Wszystko za sprawą niezwykłej ilości detali i barw, którymi budowla mieni się w blasku słońca. 
Świątynia Wat Phra Kaew jest miejscem, w którym przechowywany jest narodowy skarb Tajlandii, a mianowicie mierząca 66 centymetrów wysokości figurka, przedstawiająca siedzącego Buddę. Wbrew powszechnie przyjętej nazwie, posążek nie jest wykonany ze szmaragdu, lecz z jadeitu. Prawdopodobnie określenie "szmaragdowy" pochodzi od koloru figurki, a nie materiału, z którego został wykonany. Niestety wewnątrz świątyni nie wolno robić zdjęć. Nikt tego specjalnie nie pilnuje, ale osobiście nalegałbym, aby uszanować kulturę i zasady jako goście.



WAT PHO

Wat Pho, czyli Świątynia Odpoczywającego Buddy zajmuje powierzchnię 80 000 m², przez co stanowi największą ze świątyń w Bangkoku. Kompleks obejmuje główne sanktuarium, kaplicę z posągiem Wielkiego Mistrza, ogrody, szkołę, zakon buddyjski, oraz najsłynniejszą na świecie szkołę tajskiego masażu. Wat Pho szczyci się szczególnie potężnym, pozłacanym posągiem Odpoczywającego Buddy. Figura mierzy 15 m wysokości i 46 m długości. 
Na głównych dziedzińcach znajdują się liczne chedi. Zabudowa kompleksu świątynnego jest naprawdę imponująca. Ilość barw i detali przedstawia obraz bogactwa i potęgi tajskiej monarchii. 

Godziny otwarcia: codziennie w godz. 8:00-17:00
Bilety wstępu: 10 baht (1,10 zł)



WAT ARUN

Świątynia Świtu znajduje się na zachodnim brzegu rzeki Menam i stanowi jeden z najstarszych zabytków Bangkoku. Ściany Wat Arun pokrywa porcelana, dzięki czemu elewacja zachwyca detalem i precyzją wykonania. W centrum kompleksu świątynnego znajduje się tzw. główny prang, czyli smukła, mierząca 104 metrów wysokości wieża, na której znajduje się punkt widokowy.
Aby dostać się do świątyni Wat Arun, należy przekroczyć rzekę. Nie jest to żaden problem, bo między Pałacem Królewskim a Świątynią Świtu stale kursują łódki. Wystarczy udać się do przystani w pobliżu północno-wschodniej części muru i za jakieś niewielkie pieniądze przewoźnik zabierze Was na drugą stronę.

Godziny otwarcia: codziennie w godz. 8:30-17:30
Bilety wstępu: 30 baht (3,30 zł)



PROSTYTUTKI i SEKS-TURYSTYKA

Cóż, tutaj zrobi się trochę nieswojo... Nazwa posta "Co warto zobaczyć w stolicy Tajlandii" może być w tym kontekście nieco myląca, choć w sumie... zależy jak na to patrzeć, gdzie patrzeć, i takie tam. Osobiście nie penetrowałem tych ciemniejszych ulic Bangkoku w poszukiwaniu pań uprawiających najstarszy zawód świata, niemniej jednak coś tam na ten temat wiem i co nieco powiedzieć mogę. 
Choć nie ulega wątpliwości, że głównym ośrodkiem seks-turystyki w Tajlandii jest oddalona od Bangkoku o 150 km Pattaya, to także w stolicy nietrudno o napotkanie skąpo odzianych kobiet, oferujących usługi natury cielesnej. Prostytucja jest tu oficjalnie zakazana, niemniej jednak branża przynosi państwu ogromne dochody, dlatego władza przymyka oko i nikt nikogo tu za usługi nie ściga, a w całym kraju panuje społeczne przyzwolenie na całą sytuację. Choć niewątpliwie środowisko to jest stosunkowo zamknięte, to mówi się, że w Tajlandii nie ma tzw. sutenerstwa. Mówiąc wprost, kobiety same podejmują decyzję o sprzedawaniu ciała i raczej nie są do tego przymuszane. Perspektywa łatwego zarobku sprawia, że młode Tajki wychodzą na ulice, kokietują mężczyzn w barach, a potem spędzają noc z szukającymi rozrywki przyjezdnymi. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak osobiście sprawa się w Tajlandii przedstawia, to może wybrać się na spacer po okolicy nocnego targu Patpong lub na Nana Plaza. 

Oprócz kobiet prowadzących indywidualną działalność gospodarczą na ulicy i w knajpach, popularne są także salony oferujące masaż stóp, masaż relaksujący, albo masaż z happy endem, happy hours, extra, super itp. Myślę, że nie trzeba się długo zastanawiać o co chodzi. Jeśli zaś usłyszycie hasło ping-pong show, zanim dacie się namówić, powinniście wiedzieć, z czym macie do czynienia. Jest to swego rodzaju spektakl, polegający na wystrzeliwaniu piłeczek od tenisa stołowego z waginy wprawionej w tejże czynności Tajki. Konkurencji jest jednak więcej. Wszystkie dotyczą wkładania sobie między nogi najróżniejszych przedmiotów, takich jak wcześniej wspomniane piłeczki ping-pongowe, banany, gwizdki. świece, rzutki, papierosy, butelki, a nawet... żywe ryby. Więcej szczegółów Wam oszczędzę, bo temat jest niesmaczny. W ping-pong show nie uczestniczyłem i raczej nie zamierzam. Uznałem, że warto wspomnieć nieco o tego typu przedstawieniach, coby ktoś nie pomylił tego zboczonego performensu z meczem tenisa stołowego...



DAJ SIĘ ZASKOCZYĆ

Bangkok to miejsce niezwykłe, w którym zaskoczyć nas może praktycznie wszystko. Choć na turystycznej mapie stolicy Tajlandii można wytyczyć konkretne punkty must see, to praktycznie sam pobyt w tym mieście jest niebywałą przygodą. Rejsy łodzią po rzece, miejskie rajdy zwrotnymi tuk-tukami czy podróże w czasie starymi autobusami pozostają w pamięci na długo. Do tego wszechobecne stoiska z azjatyckim jedzeniem, smażonym na hektolitrach oleju, którego opary mieszają się ze spalinami. W jednym z postów napisałem, że Bangkok można kochać, lub nienawidzić, ale żeby go pokochać, trzeba go najpierw znienawidzić. Ja jestem już po pierwszej randce. Nie raz przyjdzie Wam przekląć i paść na hotelowe łóżko po wyczerpującym dniu. Bangkok męczy niemiłosiernie, ale trzeba przyznać, że miasto to ma wyjątkowy klimat, a wszystko to, co wkurzało nas do granic nerwicy, z perspektywy czasu wydaje się kulturową ciekawostką, którą dzielimy się ze znajomymi z uśmiechami na twarzach. I takie właśnie są podróże. Za kolorową kurtyną wyselekcjonowanych zdjęć znajduje się rzeczywistość, niemniej ciekawa od tej uwiecznionej na fotografiach. Zachęcam Was, żeby samemu zajrzeć za kulisy, bo Bangkok jest miejscem, które każdy pozna w indywidualny, niepowtarzalny sposób. 





1 komentarz:

  1. Jestem ciekaw, czy osobiście Bangkok pokocham, czy raczej znienawidzę. Od samego początku miasto to wywołuje u mnie mieszane uczucia i już nie mogę się doczekać, jakie okaże się być w rzeczywistości. Za miesiąc się przekonam. :)

    OdpowiedzUsuń