STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

czwartek, 28 lipca 2016

Pokaż nam świat - rozmowa w studio TVN24 BiŚ

24 lipca 2016 roku udaliśmy się do Warszawy na zaproszenie telewizji TVN24 BiŚ. Zostaliśmy gośćmi niedzielnej rozmowy z cyklu Pokaż nam świat. Takiej okazji nie mogliśmy przegapić - kupiliśmy bilety na pociąg i udaliśmy się do stolicy. Jak wyszło? Trudno powiedzieć. Głównym celem było to, żeby nie narobić sobie obciachu. W 15-minutowej rozmowie niezwykle trudno przedstawić się jako podróżnicy, opowiedzieć nieco o naszych wyjazdach, dać wskazówki dotyczące taniego podróżowania i (o zgrozo) ubrać to wszystko w słowa. Podczas nagrania byłem spięty jak plandeka w starym Żuku, ale teraz już na spokojnie mogę dopowiedzieć to, czego zabrakło w rozmowie na żywo. Zachęcam do lektury:


Na początek nasz występ w studio TVN24 BiŚ. Muszę przyznać, że to niezwykłe doświadczenie, zobaczyć wszystko z drugiej strony ekranu, zaobserwować jak pracują dziennikarze, jak to wszystko funkcjonuje za kulisami, czego widz nie dostrzega. Choć zabrzmi to trochę ślisko, to warto podkreślić z naszej strony, że telewizja TVN24 BiŚ to jedyny kanał telewizyjny, który oglądamy przy kawie śledząc na bieżąco wydarzenia ze świata. Tym bardziej zaproszenie do udziału w rozmowie akurat w tej telewizji było dla nas wyjątkowym przeżyciem. Wyszło jak wyszło, tragedii nie było. Z resztą, oceńcie sami:


Teraz już na spokojnie i bez stresu :)

♦ Dlaczego zdecydowaliśmy się na podróże po Europie?

Pieniądze, to chyba oczywiste. Nie da się polecieć za 100 zł do Japonii, USA, Argentyny czy Iranu. Jesteśmy studentami, więc nie mamy póki co stałych dochodów. Na nasze pierwsze podróże wydaliśmy oszczędności, czyli to, co odkładaliśmy do przysłowiowej świnki skarbonki. Nasi rodzice wychowali nas tak, żebyśmy znali wartość pieniądza (za co bardzo im dziękujemy!). Moglibyśmy dostać pieniądze na wakacje, pojechać sobie gdzieś na tydzień i balować za kasę rodziców. Ale jednak podróż za oszczędzone pieniądze to dla nas cenna lekcja - uczymy się oszczędzać, przeliczać, gospodarować, rozsądnie wydawać i dokonywać wyborów. I takie były nasze początki - podróże za parę groszy na jeden, dwa dni, noclegi na lotnisku, tułanie się kilkanaście godzin autobusami, bo taniej. Te wszystkie przygody nauczyły nas, że nie wszystko można dostać, a chęć osiągnięcia celu często kosztuje dużo wysiłku, wymaga wyrzeczeń i determinacji.  
Europa jest dla nas idealnym placem manewrowym. Możemy polecieć za granicę za 40 zł (co często praktykujemy) i bez problemów dogadać się choćby po angielsku. Z Europy łatwo ściągnąć nas do domu. Ponadto czujemy się tu pozornie bezpiecznie, choć ten aspekt powoli sprawia, że popadamy w wątpliwość. Niemniej jednak dobrze wiedzieć, że w nagłym wypadku możemy kupić bilet i wrócić w kilka godzin do Polski. Jak już wspomniałem, Europa jest dla nas poligonem, tutaj zdobywamy doświadczenie, uczymy się adaptacji do obcych miejsc, popełniamy błędy, które są nam wybaczane. 

♦ Jak wyszukujemy tanie połączenia?

Kiedy decydujemy się na podróż samolotem, przeglądamy z reguły oferty tanich linii lotniczych Wizz Air i rzadziej Ryanair. Na dzień dzisiejszy to jedyni przewoźnicy, z którymi możemy polecieć gdzieś z Polski za niewielkie pieniądze. Zazwyczaj są to koszty w granicach 100-200 zł za bilet w dwie strony. Jak szukać? Po prostu, wrzucamy w wyszukiwarkę destynację i skaczemy po kalendarzu. Żadna filozofia. Nie zdarza nam się korzystać z portali typu eSky czy skyscanner, za względu na złowieszcze ciasteczka i manipulację cenami. Najlepiej kupować bezpośrednio na stronie linii lotniczych.
Złota rada - Google Waszym przyjacielem. Jeśli chcecie tanio pojechać do Amsterdamu, wpiszcie w wyszukiwarkę "Jak tanio pojechać do Amsterdamu". Jeśli chcecie tanio podróżować po Hiszpanii, wrzućcie hasło "Jak tanio podróżować po Hiszpanii". Potem sami będziecie wiedzieć, gdzie szukać informacji, kwestia wprawy. Internet to potężna baza danych. Trzeba tylko wiedzieć, jak szukać. 

♦ Czy nasi rówieśnicy mało podróżują?

Myślę, że tak. Potwierdzeniem tego jest choćby fakt, że robimy wokół siebie dużo zamieszania, np. chwaląc się zdjęciami z podróży na facebooku. Po powrocie wszyscy podekscytowani dopytują nas o wyjazd co najmniej jakbyśmy wrócili z podróży dookoła świata. Nasi znajomi ogólnie uważają nas za pozytywnie szalonych ludzi. A przecież nie robimy niczego nadzwyczajnego. 
Część naszych rówieśników woli przeznaczyć oszczędności na inne cele, od hamburgerów w McDonald's po zakupy w centrach handlowych. Inni wyjeżdżają z biurami podróży, płacąc krocie za siedzenie w kurorcie. Są też tacy, którzy zbierają miesiącami pieniądze, żeby ostatecznie przepłacić za wycieczkę. Inni z kolei wolą zostać w domu, pójść do kina lub knajpy ze znajomymi. 
Tak, rówieśnicy z naszego otoczenia mało podróżują. Uważam, że ludzie (nie tylko młodzi) jeszcze nie nadążają za współczesnością - obawiają się o nieznajomość języka, nie potrafią szukać informacji, boją się wziąć za siebie odpowiedzialność za granicą. Żyjemy w takich czasach, gdzie dostęp do informacji jest nieograniczony, szczególnie jeśli mówimy o podróżach po Europie. Żal tego nie wykorzystać.

♦ Po co podróżować, skoro można obejrzeć zdjęcia w sieci?

Po co jeść, skoro można się przejść do Biedronki i pooglądać produkty na półkach? 
Nie oszukujmy się, jeszcze nie jesteśmy tak technologicznie upośledzeni, żeby wpaść na pomysł np. podróży poślubnej w Google Street View. Podróże kształtują naszą osobowość, uczą pokory, pomagają poznać się na wylot w przypadku wspólnych wyjazdów. Nie chodzi o to, żeby wysiąść z autokaru i zrobić sobie selfie z kija z Wieżą Eiffla w tle. Podróż to ucieczka od monotonii. Wszystko co Cie otacza jest inne. Robisz zakupy w innych sklepach, widujesz innych ludzi, śpisz w innej pościeli, widzisz inny widok za oknem, obserwujesz inne życie w innym miejscu na Ziemi. W podróży uczysz się adaptacji do środowiska, doświadczasz przeróżnych zachowań, kształtujesz swój światopogląd. Myślę, że ludzką inteligencję w dużej mierze kształtuje jego doświadczenie. Podróż należy traktować jako lekcję życia - bez różnicy czy jest to weekendowy wyjazd czy dwutygodniowa wycieczka. W realnym świecie nie zawsze można coś odświeżyć, skopiować, cofnąć. Myślę, że na tym etapie na którym jest obecnie ludzkość jeszcze wszyscy doskonale rozumieją o co mi chodzi dlatego szerszy wywód nie ma sensu. Po prostu - realnych doznań nie zastąpi nawet najlepsza aplikacja. 

♦ Bezpieczeństwo w podróży.

Nie szukam przygód na siłę. Przykładam dużą wagę do bezpieczeństwa w podróży, głównie ze względu na moją towarzyszkę. Jako facet biorę za nią odpowiedzialność i nie dopuszczam myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. Stąd też nie podróżujemy autostopem ani nie rozbijamy w krzakach namiotu, żeby zminimalizować ryzyko nieprzewidzianych zdarzeń. Nasza podróż musi być dobrze zorganizowana, domknięta w planie. Zawsze wiemy gdzie i kiedy mamy autobus, jak dojechać do celu, gdzie spędzić noc, na co uważać. Choć z entuzjazmem zagłębiam się w lekturę książek Wojciecha Cejrowskiego czy choćby Przemka Skokowskiego (Autostopem przez życie), to w kwestii moich wyjazdów z Martyną twardo stąpam po ziemi. Niewykluczone, że kiedyś spakujemy namiot i pojedziemy gdzieś autostopem. Póki jeszcze nie opuściła nas kreatywność, decydujemy się na nasz wariant, czyli bezpiecznie i do celu na czas.   

♦ Terroryzm w Europie - czy warto ryzykować wyjazd?

To już jest indywidualna kwestia każdego z nas, więc nie będę się rozpisywać. Jeżeli ktoś ma pojechać w podróż na Zachód i złowieszczo obserwować każdego człowieka o orientalnej urodzie to rzeczywiście lepiej zostać w Polsce i ot choćby pospacerować po Bieszczadach. Ja osobiście uważam, że nie ma powodów do paniki. Rzeczywiście, sytuacja w Europie staje się dramatyczna, ludzie giną zamordowani w bestialski sposób. Myśląc jednak w oparciu o realizm, zawsze doszukamy się zagrożenia w stanie niepokoju. Możemy rozważać ryzyko zamachu, ale także analizować kwestię potencjalnego potrącenia przez samochód na ulicy, napaści rabunkowej, wypadku drogowego czy innej katastrofy lądowej. Owszem, istnieje ryzyko zamachów i z przerażeniem obserwuję wiadomości ze świata. Nie chcę się wymądrzać, ale jak już powiedziałem - jeżeli się obawiasz, nie jedź. Nasz wyjazd do Brukseli poprzedziły tragiczne zamachy terrorystyczne. Momentami czuć było na ulicy niepokój, ale innym razem wskakiwaliśmy w rytm normalności i zapominaliśmy na chwilę o tym co się wydarzyło, dzięki czemu mogliśmy zwiedzić miasto i zaliczyć bądź co bądź udany pobyt w Belgii. Nie dajmy się zwariować, zamknięcie się w domu nie jest żadnym rozwiązaniem. 

♦ Couchsurfing, booking i Airbnb, czyli tanie spanie. 

Idea Couchsurfingu jest nam dobrze znana. Braliśmy niejednokrotnie tę opcję pod uwagę, jednak ostatecznie jak dotąd nie zdecydowaliśmy się na skorzystanie z tego portalu. Powód jest prosty - cenimy sobie niezależność. Nie zamykamy się na tubylców, bo kontakt z nimi też jest dla nas istotny (o tym później). Nie wyobrażam sobie spać u kogoś, korzystać z gościnności hosta, a następnego dnia powiedzieć mu "wiesz co, zostaw nas samych". Ideą Couchsurfingu jest ludzka integracja. My obawiamy się presji. Cenimy sobie niezależność, a każdy dodatkowy towarzysz jest zarazem dodatkowym głosem przy ustalaniu planu. Boję się myśli, że "kurcze, gości nas, więc trzeba się dopasować". A my lubimy sobie np. wrócić po całym dniu i po prostu w milczeniu nic nie robić, albo zająć się czymś indywidualnie. Trudno jest powiedzieć komuś wprost, że nie mamy ochoty na jego towarzystwo mając na uwadze, że osoba ta zgodziła się nas gościć u siebie pod dachem.
Dlatego wolimy zapłacić parę groszy i mieć uchyloną furtkę do prywatności, zbawiennej strefy zen, która oczyszcza nas ze zmęczenia. Ostatnio kwestię naszych noclegów całkowicie zdominował portal Airbnb, czyli taki swoisty "płatny Couchsurfing". Za jego pośrednictwem możemy tanio wynająć cały apartament, lub - tak jak my - wprosić się komuś do domu zajmując zaledwie pokój. W ten sposób oszczędzamy na noclegu, mamy zapewnioną prywatność, a ponadto nie rezygnujemy z kontaktu z tubylcami. Do tej pory byliśmy usatysfakcjonowani w zupełności - kiedy chcieliśmy pogadać z naszym gospodarzem, siadaliśmy wspólnie przy piwie/kawie. Kiedy chcieliśmy pobyć sami, zamykaliśmy się w pokoju z czystym sumieniem, że nasz host dostał parę groszy za ugoszczenie nas, więc też mamy moralne prawo postawić warunki - w tym przypadku "jestem zmęczony, potrzebuję spokoju". Więcej o Airbnb poczytacie w osobnym poście (link). 
Inną opcją z której korzystaliśmy dotychczas jest wyszukiwarka hoteli booking.com. W naszym przypadku poszukiwanie taniego hostelu polegało na wpisaniu destynacji, filtrowania ofert od najtańszych i weryfikacji oceny gości. Tani hotel z dobrymi opiniami to gwarancja odpowiedniego stosunku jakości do ceny. My się jeszcze na tym sposobie nie zawiedliśmy. Zawsze udawało nam się dostać to, czego oczekujemy, tj. skromne, ale przyzwoite warunki w niskiej cenie.

♦ Turyści czy już podróżnicy?

Unikam określenia turyści, bo kojarzy mi się to ze stadem flamingów. Nasuwa się obraz ludzi, którzy oglądają świat przez ekran aparatu cyfrowego. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że turysta to określenie pejoratywne. Podróżnik zaś to pojęcie tak szerokie jak i sama podróż. Podróżą możemy nazwać choćby kilka godzin w pociągu - gdy docieramy do celu często pytają nas "jak minęła podróż?". Ale podróż to także wyprawa autostopem na drugi koniec świata. Jak więc odróżnić podróżnika, który jedzie pociągiem odwiedzić krewnych od takiego, który poznaje zupełnie nieznane nam oblicze ludzkiej kultury po drugiej stronie globu? Brakuje mi słowniku większej ilości pojęć, bo nie wiem kim jestem. Turysty się wstydzę, a do podróżnika mi daleko.

♦ Gdzie najbardziej nas ciągnie?

Mój sentymentalny kompas wskazuje jeden kierunek: Tatry. Góry, których mapę znam na pamięć, których każdy szczyt rozpoznam. Nie będę się tłumaczyć ani zachęcać Was do wyjazdu w Tatry. To jest moja emocjonalna więź, do której nie zamierzam nikogo zapraszać. Są tacy, którym tego zjawiska nie trzeba tłumaczyć i inni, którzy tego po prostu nie zrozumieją.
W kontekście wyjazdów zagranicznych najbardziej nas ciągnie wszędzie tam, gdzie jeszcze nas nie było.

♦ Nasze plany na najbliższą przyszłość.

Jeśli chodzi o ambitne plany w kontekście wyjazdów zagranicznych, to na szczycie listy góruje Islandia, Stany Zjednoczone, Japonia i Tajlandia. Jeśli chodzi o opcję nr 1, czyli krainę lodu i ognia, to jest to koncepcja jak najbardziej realna. To właśnie na Islandii chcielibyśmy zasmakować przygody z namiotem i autostopem. Pochwalę się, że ja już mam za sobą bardzo skromny debiut jeśli chodzi o łapanie na kciuka. Myślę, że Islandia to może być ciekawy poligon doświadczalny. Stany Zjednoczone także chodzą nam coraz częściej po głowach, głównie w kontekście programu Work & Travel. Planujemy wyjechać do pracy na kilka miesięcy na wizie J-1, przy okazji poznać ten niesamowity american life style :) Japonia to dla nas ciekawy kierunek z myślą o podróżniczym debiucie w Azji. Kraj bezpieczny, cywilizowany, a przy tym zupełnie odmienny kulturowo. Podobnie jak Tajlandia, która jest popularną destynacją turystyczną, na dodatek sprzyjającą taniemu podróżowaniu. Przy okazji azjatyckich wojaży, może dalibyśmy się skusić na wypad do Birmy. Nasłuchałem się Przemka Skokowskiego, który opisuje ten kraj jako niezwykle gościnny i otwarty na gości z zewnątrz.
Oczywiście nie da się zliczyć miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Fascynuje nas cały świat bez wyjątku. Powyższe destynacje to tylko te, które byłyby dla nas dobrym miejscem na zdobywanie doświadczenia w podróżowaniu poza naszym kontynentem. Jedynym realnym ograniczeniem jakie dostrzegamy to finanse i bezpieczeństwo. Jeżeli gdzieś nie pojedziemy to tylko dlatego, że nas nie stać, lub z powodu niesprzyjającej i niestabilnej sytuacji politycznej.

Jeśli chcecie o nas coś jeszcze wiedzieć, zostawcie komentarz pod postem :) To tyle z mojej strony / Mat.






3 komentarze:

  1. Świetny wpis!
    Ja kocham Indie, a szczególnie ich świetne szkoły Jogi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę im trochę :] Kiedyś tez mam się wybrać w te miejsca.

    Opinie o noclegach

    OdpowiedzUsuń