STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

sobota, 5 grudnia 2015

Spanie na lotnisku - normalność czy cebula?

Spanie na lotnisku to temat bardzo wrażliwy. Postanowiłem więc poświęcić chwilę na refleksję nad tym zagadnieniem. Wielu z nas nasuwa się pytanie, czy tego typu noclegi nie wykraczają poza granicę przyzwoitości? Jako, że nam zdarzało się spędzać noc na lotnisku, postaram się stanąć w obronie moralności podróżnika i ukazać w być może nieznanym Wam świetle obraz człowieka drzemiącego na kocyku w terminalu. 


Dlaczego nocowaliśmy na lotniskach?

  • Londyn Stansted - Samolot do Polski mieliśmy około 9 rano. Dojazd z Londynu na lotnisko Stansted zajął nam ponad 2 godziny. Gdybyśmy zdecydowali się na (kosztowny) nocleg w hotelu w mieście, musielibyśmy bardzo wcześnie wstać, żeby zdążyć w pośpiechu na samolot. Po Londynie spacerowaliśmy do późnej pory. Autobus na lotnisko zabrał nas około północy, a na Stansted dotarliśmy około godziny 1:00. To był nasz pierwszy taki nocleg. Zasnęliśmy na kocach błyskawicznie. Obudził nas (i pozostałych podróżnych) pracownik lotniska około godziny 5 rano.

  • Kopenhaga-Kastrup - Bardzo spontaniczny wyjazd z moim dobrym kumplem. Lot do Malme (Szwecja) za 39 zł i całodniowe zwiedzanie Kopenhagi. Najtańszy z najtańszych noclegów to wydatek ok. 160 zł / osobę. A z kumplem jak to z kumplem, jest dobre towarzystwo to i noc idzie przeczekać. Po całym dniu w Kopenhadze trafiliśmy na noc na lotnisko i przespaliśmy się na klatce schodowej wyjścia ewakuacyjnego - totalna cisza i spokój przez całą noc. Rano zwinęliśmy koce i udaliśmy się do Malme, skąd wylecieliśmy do Polski. Tu przyznaję, spanie na przypadkowym lotnisku - trochę cebula. Ale z kumplem jak to z kumplem - gorsze rzeczy się robiło :) Lepszym argumentem zwalczającym zapach cebuli jest fakt, że nikt na lotnisku nie wiedział o naszym istnieniu. 160 zł w kieszeni, surwiwal wspomnieniem, zero wstydu. 


  • Stavanger Sola - Wiele osób decyduje się na nocleg na lotnisku w Stavanger. Głównie backpackerzy, którzy wybierają się na słynny klif Preikestolen. W naszym przypadku nie było inaczej. Najtańsze pokoje w Stavanger to wydatek rzędu 300 zł / noc. Z uwagi na fakt, że jako studenci nie mamy zbyt dużego budżetu na podróże, a do Norwegii wybraliśmy się łącznie na 3 dni, to cena noclegu w mieście byłaby dla nas zbyt dużym obciążeniem. Wylądowaliśmy na lotnisku Sola po południu, pospacerowaliśmy sobie po wybrzeżu Solastranden, a noc przeczekaliśmy drzemiąc na miękkich sofach w tzw. kissing point. Było bardzo wygodnie, i cicho. Mieliśmy dostęp do kilku gniazdek elektrycznych. Następnego dnia ruszyliśmy do miasta i dalej na Pulpit Rock, powrót na lotnisko i druga noc (w innym miejscu, ponieważ kissing point zajęli przed nami inni backpackerzy (spaliśmy na innych, jeszcze wygodniejszych kanapach)). Podróż do jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi kosztowała nas łącznie 200 zł wliczając w to przeloty, promy i autobusy. Bez noclegu na lotnisku nie zrealizowalibyśmy jednego z naszych marzeń. Czyż nie warto?


  • Bergamo-Mediolan, Orio al Serio - Wylądowaliśmy w Bergamo o godzinie 22. Mogliśmy tego samego dnia udać się do miasta, jednak wiązałoby się to z włóczeniem się po nocy z całym bagażem w poszukiwaniu hotelu. Postanowiliśmy przeczekać noc na lotnisku i do Bergamo udać się z rana. To rozwiązanie nie okazało się najlepszym pomysłem. Strefa przed bramkami to zaledwie wąski korytarz, gdzie nie ma miejsca, żeby usadowić się w kącie dalekim od lotniskowego zgiełku. Port pracuje praktycznie przez całą dobę. Jakoś udało nam się zdrzemnąć na ławkach, ale nie będziemy wspominać mile tej nocy. Odradzamy spanie na Orio al Serio w Bergamo.


  • Bergen - Za pokój dwuosobowy w norweskim hotelu trzeba zapłacić co najmniej 350-400 zł. Przy takich sumach trudno zrealizować weekendową wycieczkę do Bergen. Zdecydowaliśmy się na nocleg na lotnisku, dzięki czemu koszty wyjazdu wyniosły nas łącznie ok. 120 zł (na osobę) - przelot 2x 39 zł, dojazd z lotniska 30 zł. Jak spędziliśmy noc? O dziwo bardzo dobrze. Przy głównych schodach na swoistym półpiętrze jest miejsce, gdzie znajdują się bardzo wygodne fotele. Po ich rozłożeniu można swobodnie rozprostować nogi dzięki wysuwanemu podnóżkowi. Oprócz nas znalazło się wielu innych śmiałków, którzy zdecydowali się przeczekać noc na lotnisku w Bergen, przez co nie czuliśmy się szczególnie głupio. 



Osobiście uważam, że nocleg na lotnisku przez jedną noc to nic złego. Obsługa także nie widzi w tym żadnego problemu. Zawsze w portach lotniczych spotykam ludzi, którzy śpią czekając na poranny samolot, więc jakoś w szerszym gronie człowiek czuje się lepiej, bez uczucia wstydu. Powszechne zjawisko nocowania na lotniskach nadaje każdemu status anonimowości. Gdyby było to coś dziwnego, zostałoby zepchnięte do poziomu tabu i zapewne drzemanie na ławce czy podłodze stałoby się krępujące i czulibyśmy wzrok każdej osoby, która nas mija. Moje niewielkie doświadczenie w tej kwestii buduje we mnie świadomość, że nikogo nie obchodzę i nikomu nie przeszkadzam. W nocy nie ma zbyt wielkiego ruchu na terminalach, więc jeśli rozłożymy się w cichym kącie, prawdopodobnie nikt nas nie zauważy. Pozostaje zatem tylko walka z własnym poczuciem przyzwoitości - czy potraktować to jako coś zwyczajnego, czy jednak zachować szlachetną godność i udać się do hotelu. Wiem, źle to brzmi - co najmniej jakbym obrażał tych, co nocują w hotelach. Oczywiście nie mam takiego zamiaru. Zapewne gdy sam będę dysponował większym budżetem, nie oprę się decyzji o spaniu w wygodnym łóżku z pościelą. Póki co przeczekanie nocy pod dachem lotniska nie stanowi dla mnie problemu.

Inną sprawą jest kwestia komfortu. Gdy już utrwalimy pogląd o spaniu na lotnisku, pozostaje problematyka wygody. Tutaj jakby nie ma nad czym się zastanawiać. Jeżeli nasze kręgosłupy są w stanie znieść leżenie na twardym podłożu to nie widzę przeszkód, żeby na lotnisku noc przeczekać. Przeczekać to bardzo dobre słowo. Przecież nikt chyba nie myśli o lotnisku w kontekście pościeli i prysznica. Oczywiście dotyczy to wyjątkowych przypadków: lądowanie o późnej porze, weekendowy wypad z jednym noclegiem, konieczność przybycia na terminal o poranku, duża odległość portu od miasta. 

A gdybym Was spytał, czy bardziej przyzwoite jest spanie na terminalu, czy w autobusie / pociągu? Zapewne nie raz zdarzało się Wam podróżować w nocy. Czy nie ucinaliście sobie drzemki? Spanie, gdy obok siedzi inny człowiek i obserwuje, jak lata nam głowa niczym szalony kwiatek ogrodowy do podlewania z Obi, jak rozluźniona szczęka odsłania oblicze naszych zębów, a już o ślinotoku nie wspomnę.
Spanie na lotnisku nie jest niczym nadzwyczajnym. Co więcej, w zestawieniu z autobusem czy pociągiem lotnisko wypada bardziej przyzwoicie. I to wszystko w tym temacie co mam do powiedzenia. Zachęcam do dyskusji w komentarzach :)

- Mateusz




3 komentarze:

  1. Kilka razy zwiedzałem Londyn do około północy, a następnie udawałem się na lotnisko w Luton, skąd odlatywałem o 8 czy 9 rano. Zdecydowanie lepsza opcja niż płacenie za drogi nocleg, a i tak pospalibyśmy może 3 czy 4 godziny, bo i tak wcześniej trzeba wyjechać.

    OdpowiedzUsuń
  2. też zdarzyło mi się dwa razy spać na Stansted, bo mieliśmy tam w każdą stronę przesiadkę w nocy i zupełnie nie opłacało się szukać żadnego noclegu na kilka/kilkanaście godzin. a że byliśmy grupą kilkunastoosobową, to nawet spanie na lotnisku było świetną przygodą i nawet wyspać się dało. ;) na innych nie zdarzyło mi się spać, chociaż były obawy, że przymusowy nocleg będzie czekał nas w Pizie, ale na szczęście się obyło bez tej przyjemności. ;) a co do Bergamo, to tam też nie chciałabym spać, wystarczy, że musieliśmy siedzieć kilka dłuższych chwil. ;)
    także nazywanie tego cebulą to zdecydowana przesada, chociaż znam osoby, które idealnie pasowałyby do tego określenia. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń