STRONA GŁÓWNA

niedziela, 6 listopada 2016

Kozi Wierch (2291 m n.p.m.)

Wiele osób twierdzi, że zdobywanie szczytów i bicie rekordów w Tatrach jest bez sensu. Liczy się droga, pasja i przygoda, a nie zaliczanie wierzchołków. Oczywiście jest w tym wiele racji. My jednak należymy do grona osób, dla których ważne jest dotarcie na szczyt. Wierzchołek jest celem, kulminacyjnym momentem, do którego zmierzamy wiele godzin. Wejście na Kozi Wierch było dla nas symboliczne. Zaczynamy się wspinać, a nie wyłącznie wchodzić. Wgramoliliśmy się wysoko, najwyżej jak dotąd. Oto droga na Kozi Wierch - najwyższy szczyt położony całkowicie na terenie Polski.


sobota, 5 listopada 2016

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Dolina Pięciu Stawów Polskich uznawana jest za najpiękniejszą w całych Tatrach. Znajduje się w ich wschodniej części, pośród masywu Koziego Wierchu, Miedzianych, Kotelnicy i Walentkowego Wierchu. Oprócz wyjątkowego uroku, dolina oferuje wiele szlaków wspinających się na grań. Przy Przednim Stawie wzniesiono schronisko, w którym można coś zjeść, wypić lub spędzić noc. Do Piątki prowadzi niewymagający szlak turystyczny, który biegnie przez Dolinę Roztoki. Właśnie tej drodze poświęcę tego posta. 


sobota, 29 października 2016

Zadni Granat - musnąć Orlą Perć

Odkąd chodzimy po Tatrach notorycznie przypominam sobie i innym, że doświadczenie trzeba zdobywać stopniowo. Szczególnie w naszym przypadku, kiedy to góry odwiedzamy zazwyczaj poza sezonem gdy leży śnieg. Tym razem postanowiliśmy podnieść poprzeczkę i pokręcić się w rejonie Orlej Perci. Pogoda nie napawała optymizmem, więc jako pierwszy cel wyznaczyliśmy Schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Tam mieliśmy podjąć decyzję, co dalej. Długo tęskniliśmy za górami, więc mieliśmy ochotę wejść gdzieś wysoko...


wtorek, 25 października 2016

Mglisty spacer przez Czerwone Wierchy

Po przejściu grani Goryczkowej Czuby ruszamy dalej w kierunku Czerwonych Wierchów w nadziei, że w końcu zdobędziemy wystarczającą wysokość by wspiąć się ponad chmury. Znamy już to uczucie, brnąć przez totalne mleko, by w pewnym momencie ujrzeć błękit nieba i dywan chmur pod stopami. Ta myśl pchała nas do przodu mimo tej niesprzyjającej aury. Celem Krzesanica, czyli najwyższy szczyt Czerwonych Wierchów. Oto pojedynek naszego uporu z mrozem, mgłą i wiatrem. 


czwartek, 20 października 2016

Grań Goryczkowej Czuby

Tamtego dnia mieliśmy w planach zdobycie Świnicy, choć byliśmy pełni obaw o nasze plany. Od jakiegoś czasu zapowiadano opady deszczu ze śniegiem. W nocy temperatura spadała poniżej zera, więc jak nietrudno się domyślić skały były oblodzone, śliskie i generalnie wspinaczka w takich warunkach nie napawała optymizmem. Gdy jednak odsłoniłem okna w pokoju, zobaczyłem, że niebo jest bezchmurne, a powoli wschodzące słońce rozświetla je błękitem. To znacznie poprawiło nasze morale. Kawka, kanapeczki i można ruszać!


sobota, 15 października 2016

Nosal - pół godziny w Tatry

Każdy miłośnik tatrzańskich wędrówek musi czasem pozwolić organizmowi się zregenerować. Ale wcale nie oznacza to siedzenia w pensjonacie. Nosal to góra dostępna łatwym i krótkim szlakiem, dzięki czemu można się dostać na jej wierzchołek w pół godziny wyruszając z Kuźnic. Ze szczytu położonego na wysokości 1206 m n.p.m. rozciąga się ciekawa panorama na Tatry Wysokie. 


niedziela, 9 października 2016

Zakopane - miasto "oscypków"

Długo przymierzałem się do napisania tego posta, ale jakoś nie wiedziałem jak to ugryźć. W Zakopanem byłem już tyle razy, że nie zgubiłbym się tam nawet gdybym chodził po ciemku tyłem. Przyznaję się bez bicia - Zakopane omijam i totalnie nic mnie nie fascynuje w tym miejscu. Kiedy pytają mnie dokąd znów jadę, odpowiadam, że w Tatry. Nie do Zakopanego. Rzeczywiście, jadę w góry, a do miasta czasem zdarza mi się wrócić na noc, by następnego dnia o świcie znów wyruszyć na szlak. Nie mam pomysłu na tego posta, nie mam ukształtowanej opinii o tym miejscu, nie przepadam za tym miastem, nie do końca rozumiem jego fenomen. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...


środa, 7 września 2016

Literatura podróżnicza - polecam!

Brak funduszy, odwagi czy czasu nie oznacza, że nie możemy wybrać się na krańce świata. Kiedy jesteśmy przykuci do jednego miejsca, jedyną drogą ucieczki w świat jest książka. Ponoć w dobie technologii czytamy coraz mniej. W internecie jest wszystko - treść, zdjęcia, filmy. Dlaczego zatem sięgam po książki? Oprócz tego, że uwielbiam zapach zadrukowanego papieru, to lektura jest dla mnie spotkaniem z autorem. Choć nie zna mnie on osobiście, to opowiada mi o swoich przygodach tak, jakbyśmy siedzieli przy herbacie. Siedząc w domowym fotelu, w ogrodzie czy na ławce w parku, mogę polecieć do Hiszpanii, Argentyny, Chile, Gwatemali, Stanów, Tajlandii, Kenii, gdziekolwiek. Choć brzmi to abstrakcyjnie, to jest to czysta prawda. Gdy czytam, mój mózg skupia się wyłącznie na treści. Nie ma mnie tam, gdzie jestem, bo moje myśli podróżują po całym świecie. Wiem, że przez grono czytelników jestem dobrze rozumiany. A jeśli Ty nie wiesz o czym mówię, to daj się namówić na lekturę choćby jednej z poniższych publikacji!